.Czas na zmiany
Blog > Komentarze do wpisu
« Rozdział 7
Rozdział 9 cz.1 »

Rozdział 8
Wszystkim panią z okazji dnia kobiet najserdeczniejsze życzenia;) W prezencie nowa notka;D

8.

Następnego dnia po lunchu stała w salonie czekając na Lucjusza i Voldemorta. Nie musiała zbyt długo czekać bo po chwili oboje przyszli. Malfoy Senior podszedł do niej i założył jej na szyję zegarek na łańcuszku.

-To zaklęcie, które na Ciebie rzucimy jest trudne i złożone- zaczął chłodno Riddle- Będzie działać dokładnie 4 godziny i ani minuty dłużej.

-Równo z tym jak rzucimy zaklęcie- kontynuował Lucjusz- zegarek na Twojej szyi uruchomi się i będzie odliczał czas. Gdy zostanie 10 minut do przemiany będziesz odczuwać wibrację. Wtedy, jeśli oczywiście nie chcesz by zobaczyli Twoją nową postać, ewakuuj się. Czy wszystko jasne?

Cathy kiwnęła głową. Pan Malfoy podszedł do dziewczyny i narzucił jej na ramiona płaszcz z kapturem, ten w który była odziana przed dwoma tygodniami. Riddle'ówna zajęła tą samą pozycję co poprzednim razem i już po chwili słyszała inkantacje wymawiane przez mężczyzn. Błysnęło oślepiające białe światło i zegarek na szyi nastolatki zaczął odliczać czas. Podniosła się z klęczek i od razu poczuła się niższa (przez te dwa tygodnie zdążyła się już przyzwyczaić do swojego wzrostu). Zdjęła płaszcz z ramion i przerzuciła przez oparcie fotela. Lucjusz Malfoy przyglądał się teraz dziewczynie, która przed szesnastoma dniami leżała razem z nim w łóżku. Cathy ubrała się w rzeczy bardziej uniwersalne. Postanowiła nie ubierać stanika, ponieważ w swej aktualnej arystokratycznej postaci biust ma dwa rozmiary większy. Założyła fioletową luźną koszulę, czarne getry, fioletowe baleriny i szczupłą talię spięła czarnym pasem. Jednym machnięciem różdżki wyprostowała brązowe loki a zegarek schowała pod koszulę gdzie przyjemnie chłodził jej skórę. Przywołała małe lustereczko, żeby się przejrzeć na co Malfoy Senior prychnął (musiał stwarzać pozory, że ta małolata nie obchodzi go bardziej niż powinna, ponieważ Lord byłby skłonny go zabić). Czarny Pan zmierzył ją tylko przeciągłym spojrzeniem i powiedział:

-Za bramą możesz się teleportować.

Dziewczyna nie zaszczyciła go nawet spojrzeniem. Wzięła prezent dla Harry;ego (perfumy i książkę „Uroki i Przeciwuroki”) i wyszła z salonu kiwając tylko głową na pożegnanie panu Malfoyowi.

-Panie czy mogę odejść?- zapytał Lucjusz- Muszę jeszcze według Twojego zalecenia iść do Knota.

-Oczywiście- powiedział Tom.

Blondyn odwrócił się na pięcie a gdy był już przy drzwiach odezwał się Riddle.

-Lucjuszu?

-Tak?

-Nie chce żeby moja krnąbrna córka- uśmiechnął się szyderczo- była w domu na czas zebrania.

-Może oczywiście przybyć do Malfoy's Manor Panie- odpowiedział kłaniając się delikatnie.

Voldemort machnął ręką uznając spotkanie za zakończone na co arystokrata pospiesznie się wycofał.

**

Lucjusz dogonił dziewczynę przy bramie.

-Czy mogę panu w czymś pomóc panie Malfoy?- zapytała brązowooka ironicznie się uśmiechając na widok zmęczonego sprintem mężczyzne.

Malfoy Senior rozejrzał się czy nikt nie patrzy po czym pociągnął Hermionę za drzewa za bramą. Zamknął ją w silnym uścisku i wymruczał jej do ucha.

-Chciałem pani powiedzieć panienko Riddle, że rewelacyjnie pani wygląda.

-Tak?- zapytała unosząc brew do góry.

-Tak- odpowiedział i pocałował ją

Oderwali się od siebie zdyszani jak po biegu.

-Czas leci..- wyszeptała dziewczyna

-Możesz po spotkaniu przybyć do Malfoy's Manor?

-Dobrze.

Musnęła delikatnie jego usta i deportowała się. Lucjusz jeszcze przez chwilę wpatrywał się w miejsce gdzie przed chwilą stała po czym uczynił to samo.

***

-HERMIONA!!!

Wykrzyknęli Harry i Ron i uściskali mocno przyjaciółkę.

-Cześć chłopaki- powiedziała przechodząc przez drzwi domu przy Grimmauld Place 12. Ucałowała każdego w policzek i wręczyła Potterowi prezent.

Przeszła kawałek gdy coś drobnego z rudą czupryną rzuciło jej się na szyję.

-Ginn.. Dusisz mnie..- wysapała.

-Jak ja się stęsnkiłam!- wykrzyknęła Ruda szczerząc ząbki.

-Ja też kochana.

Ginny wzięła przyjaciółkę pod rękę i zaczęły iść w stronę kuchni. Gdy byli przy drzwiach akurat wychodzili z niej bliźniacy, Charlie (którzy zaniemówili na jej widok) i pan Wesley. Gdy weszły do pomieszczenia spotkały panią Wesley i przyszłą panią Wesley- Fleur.

-Witaj Hermiono!- powiedziała starsza kobieta i uściskała ją serdecznie.

-Dzień dobry pani Wesley. Cześć Fleur!- francuska uśmiechnęła się do niej i pomachała- Pomóc?

-Jeśli chcesz to oczywiście. Chociaż wolałabym gdybyś poszła do salonu do chłopców. Tak dawno się nie widzieliście. A po za tym ty jesteś tu gościem kochanie.

-Ależ pani Wesley będziemy mieli czas.

To powiedziawszy razem z Fleur, Ginny i panią Wesley wzięła się za dalsze przygotowania. Gdy skończyły Fleur i Ginny poszły roznosić talerze i sztućce a Riddle'ówna i Molly zaczęły lewitować jedzenie na stół. Gdy dziewczyna doszła do stołu przywitała się z Remusem, Syriuszem (który jest obecnie pełnoprawnym opiekunem Harry'ego), Tonks, Luną i Nevillem. Kiedy już wszystko było na stole pan Wesley rozlał każdemu po szklaneczce Ognistej Whiskey (Ginny i Lunie odrobinę a Hagridowi bardziej dzbanek niż szklaneczkę) i wzniósł toast.

-Za Harry'ego w dniu jego 17-stych urodzin! Za to by w życiu kierował się sercem a nie podejmował pochopnych decyzji jak to było dotychczas- mruknął.

Wszyscy zgromadzeni roześmiali się po czym wznieśli szklanki do góry i kzyknęli:

-Za Harry'ego!!

Każdy z zebranych stuknął się z Wybrańcem szklanką po czym wypił napój. Po chwili na powrót zasiedli do stołu. Przez jakiś czas było słychać tylko podzwanianie sztućcy o talerze by po chwili całe towarzystwo ożywiło się w rozmowie. Ludzie przy stole rozbili się na małe grupki. Co chwila ktoś wybuchał śmiechem. Gdy zjedli obiad Hermiona i Ginny pozbierały brudne naczynia i z gracją niczym modelki poszły do kuchni pozmywać. Włożyły do zlewu gdzie automatycznie zaczęło się zmywać. Ruda wyciągnęła z szafy talerzyki do ciasta a brązowooka łyżeczki i skierowały się do salonu. Wesleyówna rozdawała talerzyki a Hermiona chichocząc zaraz za nią łyżeczki. Charlie wprost pożerał ją wzrokiem, od patrzenia na jej ponętnie ruszające się biodra robiło mu się gorąco. Dziewczyny wróciły do kuchni gdzie Ginny wzięła wcześniej pokrojone dwa duże talerze ciasta a Riddle'ówna zapaliwszy 17 świeczek ruszyła za nią z tortem. Gdy doszły razem z wszystkimi odśpiewały „Sto lat” a Hermiona postawiła tort przed solenizantem.

-Pomyśl życzenie Harry..- wyszeptała mu do ucha.

Potter zarumienił się lekko i zdmuchnął świeczki. Wybuchły brawa. Powróciwszy na swoje miejsce szatynka zjadła kawałek ciasta z dyni i dyskretnie spojrzała na zgarek

'Cholera- zaklęła w myślach- została mi tylko godzina..'

Wpadła na pomysł.

-Ginn, Harry, Ron, Neville, Luno idziemy do ogrodu?

Wyżej wymienieni przytaknęli ochoczo i ruszyli w kierunku tylnego wejścia. Przez dwadzieścia minut spacerowali po pięknym i rozległym ogrodzie Blacków po czym zajęli miejsce na ławeczce w małej altance.

-Herm nie bez powodu nas tu zaciągnęłaś prawda?- zagadnęła Ruda.

Wszyscy spojrzeli na nią zaciekawieni.

-Tak.. Muszę z wami porozmawiać..

-Przecież wiesz Miona, że z nami możesz rozmawiać o wszystkim..- powiedział Ron i przytulił dziewczynę do siebie

Catherine uśmiechnęła się smutno do przyjaciół i podciągnęła kolana pod brodę.

-A więc miejmy to już za sobą..- westchnęła i spojrzała na zegarek. 35Minut..- nie wiem od czego zacząć..

-Może najlepiej od początku..?- zachęcił ją Harry

-W wieku pięciu lat- zaczęła patrząc wzrokiem gdzieś w dal- zaczęłam objawiać zdolności magiczne. Od tego czasu rodzice trzymali się ode mnie na dystans..- i opowiedziała im jak coraz częściej zostawiali ją z nianią i że zamiast miłości rodzicielskiej dostawała nowe zabawki, opowiedziała im jak to od dziesiątego roku życia zostawiali ją przez cały lipiec w domu a oni jechali na wakacje a przez drugi miesiąc unikali jej jak tylko mogli. Wyjawiła im jak to znienawidzili ją jeszcze bardziej jak dostała sowę z Hogwartu, jak to unikali jej gdy wracała na przerwy świąteczne. Okazało się, że te wszystkie sowy jakie wysyłała do rodziców były tak naprawdę do córki jej sąsiadów Alice Masen, która dostawała je i wysyłała mugolskim sposobem a listonosz na poczcie dawał je „jakiemuś facetowi, który wysyłał je dalej”.. Gdy wyrzuciła z siebie wszystko jej przyjaciele patrzyli na nią zszokowani.

-Herm gdybyś nam powiedziała..- zaczęła Ginn ale dziewczyna jej przerwała.

-To co by to zmieniło? Nic.

Zamilkli a brązowowłosa poczuła wibracje. Spojrzała na zegarek. Cholera! 10 minut.

-W dniu moich 17-stych urodzin stało się coś dziwnego- wyszeptała- na moim ciele pokazały się dwa tatuaże.

-Hermiono..- zaczął zszokowany Ron- To jest znak rozpoznawczy!!

-Tak wiem to Ron. Wiem już nawet kim jestem i kim są moi biologiczni rodzice- wyszeptała- ostatnie dwa tygodnie spędziłam z matką. Jestem naprawdę szczęśliwsza niż z Grangerami. Ona próbuje nadrobić ten cały stracony czas. Stara się mnie poznać i doceniam to- uśmiechnęła się lekko- Chcecie wiedzieć jak naprawdę mam na imię?

-No dawaj- powiedział Neville

-Cathernie Hermiona..

-A więc Cathy..- zaczął Potter- możesz mi coś wytłumaczyć bo czegoś tu nie rozumiem..

-Tak..?- zapytała nieśmiało bo domyślała się o co chłopak może pytać.

-Powiedziałaś, że dwa tygodnie spędziłaś z MATKĄ- podkreślił- nie z matką i ojcem ale samą matką. Czemu tak?

Teraz cała piątka wpatrywała się w zaciekawieniu w Hermionę.

-Powiedziałam z matką, ponieważ ojca nie lubiłam, nie lubię i nigdy nie polubię. Gorzej ja go nie trawię, nie znoszę, nienawidzę..

Brunet spojrzał na nią zamyślony.

-Kim są Twoi rodzice?

-Matką jest Valerie Black, siostra Syriusza..

-Przecież..- przerwał jej Harry

-Tak.. wszyscy myśleli, że nie żyje po upadku jej męża..

-Zaraz..- zaczęła Ginny, która już zrozumiała.. I nie tylko ona..

-TWOIM OJCEM JEST VOLDEMORT?!!!- wydarł się Ron

-Ron..- wyszeptała poszkodowana.

-Żadne Ron!- wykrzyczał Harry- Masz coś jeszcze przed nami do ukrycia?!- wysyczał jej w twarz

-Za chwilę zobaczycie jak naprawdę wyglądam..- to powiedziawszy zaczęła wracać do swojej postaci a Wesleyów, Lunę, Neville'a i Harry'ego oślepiło białe światło. A gdy już zgasło przed nimi stała Hermiona. Piękniejsza niż dotychczas. Wyższa jakieś 10 cm i hebanowe proste włosy sięgające pasa. Dziewczyna miała bardziej ponętne kształty niż w swoim starym ciele a jej cera nie była już ciemnobrązowa tylko mlecznobiała. Tak jak u Malfoyów, Syriusza czy innej arystokratycznej rodziny. Ale z rysów twarzy to była nadal ich Hermiona.

-Gdy mnie oddawali pod opiekę mugoli rzucili na mnie zaklęcie zmieniające wygląd i trochę charakter..- wyjaśniła wstrząśniętym przyjaciołom

Towarzystwo dopiero jak się odezwała otrząsnęli się z szoku i odzyskali zdolność mówienia.

-Nie mam Ci nic więcej do powiedzenia.- powiedział Harry i ruszył w stronę domu. Dziewczyna spojrzała po reszcie. Ron czerwony na twarzy wydarł się.

-Ani ja ZDRAJCZYNIO!!- po czym odwrócił się i poszedł za Harrym.

Neville uśmiechnął się do niej smutno wziął wstrząśniętą Ginerwę za rękę i pociągnął za chłopakami. Potter odwrócił się i zawołał:

-Luna, chodź!

Luna podeszła do Cathy, uścisnęła ją mocno i wyszeptała do ucha:

-Nie martw się, ochłoną to się odezwą.

Odwróciła się tak, że zafalowały jej blond włosy i pobiegła za reszt. Catherine osunęła się na kolana, schowała twarz w dłoniach i rozpłakała się. Poczuła, że zegarek nagle zrobił się cięższy i łańcuszek wpijał się jej w skórę. Złapała za niego chcąc go ściągnąć przez głowę i nagle poczuła znajome szarpnięcie w pępku. 'Świstoklik- pomyślała' i znikła.

*

-Luno dlaczego przytuliłaś tą zdrajczynię?- zapytał Ron

-To wy jesteście zdrajcami!!- wykrzyknęła, pierwszy raz widzieli spokojną i opanowaną Lunę tak wyprowadzoną z równowagi- Jak mogliście?! No jak?! Tacy z was przyjaciele?! Zdradziliście ją odwracając się od niej w najtrudniejszym momencie jej życia! Tak robią tchórze nie przyjaciele! Powinniście ją wspierać! Rodziny się nie wybiera! Ona się czuję szczęśliwa przy tej kobiecie a jak sami słyszeliście z Voldemortem nie ma nic wspólnego!!- przerwała by zaczerpnąć powietrza i dodała gorzko- Myślałam, że dla Gryffindoru przyjaźń znaczy więcej.

Po tych słowach odwróciła się i odeszła wchodząc do domu. Rudzielce, Wybraniec i Longbottom byli zszokowani.

-Wiecie..- zaczęła Ginny- ona ma rację..

-I ty jesteś po jej stornie?!!- wykrzyknął Ron

-Tak bo to moja przyjaciółka bez względu na to jakich ma rodziców!!

-Jej ojciec zabił rodziców Twojego chłopaka!!

-Dobrze powiedziałeś: JEJ OJCIEC nie ONA!!

-Jeżeli się do niej odezwiesz do mnie się nie odzywaj!!- wysyczał Rudzielec

-Dobrze- Ginn odwróciła się na pięcie i odeszła a za nią podreptał Neville. Ron oddychał ciężko po czym odezwał się do Harry'ego

-Wracamy?

-Tak. Chcę porozmawiać o tym z Syriuszem.

Ron i Harry weszli do salonu i od razu skierowali się do Blacka. Rzucili zaklęcie wyciszające i opowiedzieli mu całą historię.

-Co??!- wykrzyknął Syriusz- Moja siostra.. Moja Valeria.. Moja kochana siostrzyczka żyje..- schował twarz w dłoniach.

Po długich pięciu minutach podniósł głowę. Policzki miał mokre od łez. Pierwszy raz widzieli silnego Blacka doprowadzonego do łez.

-Myślę, że powinniście zrozumieć Hermionę i schować urazy do kieszeni. Jako jej wuj i przyjaciel tak właśnie postąpię. A wy dwoje znacie ją już wystarczająco długo, żeby widzieć, że nigdy w życiu by nie zdradziła Ciebie Harry i że nigdy nie przyłączyła by się doVoldemorta- powiedział po czym wstał i wyszedł do ogrodu.

*

Upadła na posadzkę i rozpłakała się jeszcze bardziej. Nawet nie rozejrzał się gdzie jest.

-Catherine?- usłyszała głos Narcyzy Malfoy

Kobieta szybko podbiegła do dziewczyny, uklękła przy niej, pomogła jej usiąść i przytuliła ją do piersi gładząc po czarnych włosach.

-JENNIFER!!- zawołała córkę. Po chwili i blondynka weszła do salonu na widok Cathy mina jej zrzedła, a Narcyza kontynuuowała- Zafiukaj proszę do Valerii..

wtorek, 08 marca 2011, caathy.x1
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Życzę miłego czytania;) Proszę o szczere komentarze i opinie;) Caathy.x1 ;-)
Dodaj komentarz »
Komentarze
angelina23
2011/05/03 14:14:46
łoł to było coś, świetnie opisan akcja, dobre opisy , jeden z twoich lepszych rozdizałow, naprawde , bardzo mi sie podobało i nie mam zastrzeżeń
angel
-
cyzia94
2011/06/25 10:52:26
Oj, oj. I tu mój Charming Charlie taki lubieżny :D
Tak! Zwyczajowe gryfońskie chamstwo oraz impertynencja zwyciężyć musiało! Nie lubię Pottera.
O, dobrze, że pan Black im do pustych łbów przemówił ;)
Ekstra opis ostatniego akapitu.
-
mlodzia113
2012/02/15 20:22:37
łooo To znaczy, że Hermiona jest spokrewniona tak jakby z Harry'm xD Świetne. idę dalej czytać xd
Dodaj komentarz »
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog