|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział 11 cz.1
Wesołych Świąt!;)
11.
O 11:40 Blaise Zabini stanął w holu rezydencji Riddle'ów odziany w srebrny garnitur czarną koszulę i czerwony krawat. W chwili gdy podszedł do schodów z bocznej komnaty wyszła nieźle wkurzona Valeria Riddle a za nią uśmiechając się ironicznie podążał Czarny Pan. Na widok tak odzianego gościa oboje zatrzymali się.
-Co Cię tu sprowadza młodzieńcze?- zainteresował się Tom
-Ja..- zaczął Blaise
-Przyszedł do mnie- usłyszeli głos dochodzący z góry więc skierowali tam wzrok. Na szczycie schodów stała Catherine Riddle. Wyglądała olśniewająco. Miała piękną, sięgającą kostek czerwoną suknię z czarnym haftowanym wzorem na boku, która doskonale odbijała się na tle jej mlecznobiałej cery. Jej ręce odziane były w sięgające łokci czarne koronkowe rękawiczki a smukła szyja przyozdobiona została w tego samego koloru korale.- A tak po za tym już wychodzimy- powiedziała stanąwszy przed oniemiałym Zabinim, ten jednak szybko się zreflektował i pocałował wierzch jej dłoni a następnie jak na dżentelmena przystało wystawił jej ramię, w które wsunęła dłoń.
-To nie powinno Cię interesować- warknęła dziewczyna
Voldemort już nieźle wkurzony po rozmowie z żoną teraz wybuchnął
-Nikt nie ma prawa tak do mnie mówić- warknął wyciągając różdżkę- Nawet moja córka! Crucio!
-Tom nie!- wykrzyknęła Valeria łapiąc go za nadgarstek lecz było już za późno. Czarnowłosa wiła się pod Cruciatusem i gdyby nie Blaise to pewnie leżałaby na ziemi. Pani Riddle po próbie przerwania mężowi została odepchnięta tak że upadła głową uderzając w kant ściany i straciła przytomność. Tom przerwał zaklęcie i uśmiechnął się szyderczo.
-Tak więc NAJDROŻSZA córeczko życzę Ci miłego dnia.- powiedział z sarkazmem po czym spojrzał na nieprzytomną żonę z obrzydzeniem wymalowanym na bladej twarzy- Zabierz ją stąd.- I odszedł. Cathy na drżących nogach wyrwała się Blaisowi i pobiegła do matki. Podniosła jej głowę i krew na swoich palcach.
-Blaise musimy ją stąd zabrać..- wyszeptała przerażona patrząc na przyjaciela.
-To zabierzemy kochanie..- powiedział miękko przyklękając przy niej
-Trzepotek!- zawołała drżącym głosem
-Tak panienko?- pojawił się skrzat kłaniając się.
-Spakuj matkę na jedną noc, zadbaj żeby były tam przybory toaletowe i jakaś odświętna suknia.
-Oczywiście panienko- ukłonił się skrzacik i zniknął a Cathy wyciągnęła różdżkę zza rękawiczki, skupiła się na najszczęśliwszym wspomnieniu i powiedziała:
-Expecto patronum!- pojawiła się przed nią srebrna wydra- Leć do Wesleyów i powiedz: ‘Zaraz przybędę.. Bardzo przepraszam, wybaczcie mi, że wzięłam ją bez zaproszenia ale nie mogłam jej zostawić na jego pastwę.. Niech Syriusz czeka przed bramą.’
Przybył skrzat i podał jej torbę z rzeczami matki, dziewczyna zmniejszyła ją i schowała za rękawiczkę gdzie znajdowała się już jej i Blaisa (chłopakowi zwinęła rzeczy jak spał a nockę mieli zapewnioną u Wesleyów). Zabini schylił się, wziął panią Riddle na ręce złapał świstoklik trzymany przez Cathy i zniknęli. Pojawili się przed Norą gdzie nerwowo dreptał już Syriusz. Zobaczywszy kogo młodzieniec trzyma na rękach zbladł.
-Czy to..?- wyszeptał drżącym głosem
-Tak Syriusz- powiedziała Catherine- To Valeria Riddle, moja matka a Twoja siostra.
Black podbiegł do nich i delikatnie jakby ta dojrzała kobieta była kruchym jajkiem wziął ją od nastolatka i pobiegł w stronę domu. Cathy zachwiała się i byłaby upadła gdyby ponownie nie złapał jej przyjaciel. Potem była już ciemność. Zemdlała.
*
Zabini wkroczył na podwórko i od razu doskoczyły do niego Luna i Ginny.
-Co z nią?- zapytała Wesley’ówna
-Kilkuminutowy Cruciatus w wersji max- odpowiedział czarnowłosy.
Do młodzieży pobiegł pan Wesley. Wskazał na czarnowłosą dziewczynę w ramionach młodzieńca i zapytał:
-Czy to Hermiona?
-Tak. Zemdlała z wycieńczenia.
-Chodźcie do środka.
Po wejściu do salon zobaczyli panią Wesley leczącą Valerię i Syriusza klękającego przy łóżku siostry gładzącego jej długie hebanowe włosy. Molly spostrzegłszy nastolatkę w ramionach Blaisa przelewitowała ją na drugą kanapę.
-Domyślam się że to Hermiona?- zapytała, Ginny, Luna, pan Wesley i Blaise potwierdzili kiwając głową a towarzystwo zebrane w salonie wpatrywało się jak oniemiałe w czarnowłosą piękność odzianą w długą czerwoną suknie- Co jej jest?
-Cruciatus- odpowiedział Zabini.
Molly kiwnęła głową i poszła do kuchni po dwie fiolki eliksiru wzmacniającego dla pani Riddle i Cathy oraz postcruciatus dla dziewczyny. Wycelowała różdżką w Gryfonkę i powiedziała:
-Enevarte.
Cathy otworzyła oczy i bez sprzeciwu przyjęła oferowane jej eliksiry po czym zsunęła czarne szpilki z nóg i podciągnęła kolana pod brodę. Przetoczyła spojrzeniem po zebranych, dłużej zatrzymując się na Łapie klękającym przy jej matce i kończąc na Billu.
-Przepraszam..- wyszeptała do niego.
-Za co?- zdziwił się najstarszy Wesley
-Za to, że w dzień Twojego ślubu wywołałam zamieszanie.. Za to, że bez zaproszenia przyprowadziłam matkę..- po jej policzku spłynęła łza- nie mogłam jej tam zostawić..
-Nie przejmuj się- powiedział Bill i przysiadł się do niej- Na Twoim miejscu zrobiłbym to samo a miejsce przy stole to nie problem.
Dziewczyna uśmiechnęła się do niego i starła łzy z twarzy.
-Hermiono?- zagadnęła ją pani Wesley- Co wam się stało?
-Jak wychodziliśmy z Blaisem z rezydencji wpadłam na mamę i Gada, którzy wychodzili z jego gabinetu- zaczęła- zapytał się gdzie się wybieramy a ja mu powiedziałam, że to nie jego sprawa. To, że jestem stworzona z jego nasienia to nie znaczy, że może wtrącać się buciorami w moje życie- oburzyła się- Voldi się wkurzył i dostałam Cruciatusem.. Matka chciała go powstrzymać ale odepchnął ją i upadła uderzając głową w kant ściany.
Pani Wesley podeszła do niej i przytuliła ją do piersi. Dziewczyna rozluźniła się i wyszeptała cichutko:
-Dziękuję..
W tym momencie z drugiej kanapy doszedł ich jęk. Syriusz poderwał się i złapał siostrę za rękę wpatrując się w jej twarz. Valeria otworzyła powoli oczy i ujrzawszy wpatrujące się w nią szaroniebieskie oczy Blacka uśmiechnęła się nieśmiało.
-Syriusz..?- wyszeptała drżącym głosem a łapa pokiwał głową. Pani Riddle na ten gest zaczęła płakać i wtuliła się w otwarte ramiona brata.
-Zostawmy ich- zarządził pan Wesley- Chyba mają sobie dużo do opowiedzenia.
Towarzystwo zebrane w pokoju wycofało się za drzwi. Catherine przy drzwiach zatrzymała się i wyjęła torbę matki zza rękawiczki. Jednym machnięciem różdżki przywróciła ją do właściwych rozmiarów i położyła na kanapie, na której wcześniej siedziała. Spojrzawszy jeszcze raz na wtulone w swoje ramiona rodzeństwo wyszła zamykając cicho drzwi. W kuchni zastała państwa Wesley, Delacour i Blaisa.
-Gdzie Ginny i Luna?- zapytała rodziców Rudej
-Nakrywają stoły- odpowiedział Artur
-Pójdziemy im pomóc- powiedziała brązowooka łapiąc przyjaciela za rękę i ciągnąc ku drzwiom.
-A nie chciałbyś kochaneczku iść do Harry’ego i Rona?- zapytała pani Wesley
-Wątpię żebym był tam mile widziany proszę pani- powiedział Ślizgon uśmiechając się do gospodyni po czym wyszedł za Cathy.
* sobota, 23 kwietnia 2011, caathy.x1
Życzę miłego czytania;) Proszę o szczere komentarze i opinie;)
Caathy.x1 ;-)
Komentarze
2011/06/25 11:03:30
Nie wiem, co napisać.
Fajnie wyobraziłam sobie tą scenkę z Blaise'm :D I nie rozumiem jeszcze, czemu Hermi tak odpyskowała tatuśkowi. Przecież tylko zapytał. Poza tym, mogłaby zczaić, że taka odpowiedź nie wyjdzie jej na dobre. 2012/02/15 21:08:12
Naprawdę rozdziały są coraz ciekawsze i bardziej wciągające... :D
Idę dalej >D |
|
a co do notki to ciekawa, fajnie, że Syriusz i Valeria się spotkali:)) to było słodkie:)
Voldzio to haaaam wrrrr