.Czas na zmiany
Blog > Komentarze do wpisu
« Rozdział 15
Rozdział 17 cz.1 »

Rozdział 16
Rozdział bardzo krótki, przepraszam za to! W najbliższym tygodniu nic nie dodam, wyjeżdżam i wrócę dopiero w połowie lipca! Obiecuję, że nadrobię to dłuuugaśnym kawałkiem:) Rozdział ten z dedykacją dla Lolciaa1818 ;) ~ Ty wiesz za co!;)

16.

 

Wieczorem gdy Catherine leżała już w łóżku, przygotowana do snu rozległo się pukanie do drzwi.

- Proszę!

Do komnaty weszli Blaise Zabini i Elizabeth Snape.

- Cathy! – krzyknęli jednocześnie i dobiegli do dziewczyny.

- Cześć – uśmiechnęła się do nich promiennie – Jak miło, że mnie odwiedziliście.

- Jak się czujesz? – zapytał troskliwie Blaise przysiadając przy niej na łóżku.

- Nieoficjalnie wyśmienicie, a oficjalnie okropnie – powiedziała ukazując swe białe ząbki w pełnym uśmiechu.

- Eee… Co? – widząc zdezorientowane miny przyjaciół zaśmiała się.

- Czuje się wyśmienicie, ale jakby ojciec się pytał to powiedzcie, że jeszcze jestem słaba.

- Ojciec ? – zapytała podejrzliwie Liz

- Musiałam być dzisiaj dla niego miła i udawać obłożnie chorą żebym mogła jechać na wakacje… - wyznała smutnym głosem.

- Ale dlaczego? – zainteresował się Zabini

- Ponieważ Gad planuje zrobić ze mnie swojego następcę… – wyszeptała cicho – Chce nauczyć mnie jak torturować i zabijać, żebym została nową Czarną Panią…

- To straszne! – wykrzyknęła panna Snape – I co zamierzasz z tym zrobić???

- Na razie mama planuje mnie zabrać do końca sierpnia na wakacje a później to nie wiem – powiedziała po czym zmieniła temat – A właśnie słyszałam, że jedziemy tam razem!

- Też się cieszymy, ale wiesz… Co roku tak jeździmy – wyjaśnił Blaise – Tylko zawsze zmieniają się opiekunowie. Nie wiesz kto z dorosłych z nami pojedzie tym razem?

- Moja mama i Narcyza z Lucjuszem – odpowiedziała Riddle’ówna.

 

Na rozmowach minęły im dwie godziny. Gdy zegar ścienny zaczął wybijać północ wstali.

- Musimy już iść. – powiedziała Elizabeth – Strasznie późno się zrobiło.

- A nie chcielibyście zostać ? – zapytała z nadzieją Cathy – Liz mogłaby spać ze mną w łóżku, a myślę że Blaise nie pogardził by kanapą.

Panna Snape i pan Zabini wymienili szybkie spojrzenia po czym kiwnęli głowami. Ucieszona Cathy wyskoczyła z łóżka i pobiegła do garderoby. Chwilę później wróciła trzymając w dłoni koszulkę nocną dla koleżanki. Blaise rozebrał się do bokserek i poszedł do łazienki. Skończywszy wieczorną toaletę jego miejsce zajęła Liz a panna Riddle w tym czasie przyszykowała przyjacielowi kanapę.

- Dobranoc dziewczyny – powiedział młodzieniec zajmując miejsce na kanapie.

- Dobranoc – odpowiedziały równocześnie.

 

 

Rano obudziły ją promienie słoneczne rażące w twarz. Przetarła oczy i usiadła na łóżku. Jej przyjaciele jeszcze spali. Cicho by nie zbudzić Liz wygrzebała się z łóżka i poszła do łazienki. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Zimna woda rozbudziła ją do końca. Podkręcając jej temperaturę wzięła waniliowy żel i zaczęła się myć. Rozmyślając o dzisiejszym wyjeździe umyła i spłukała z piany włosy. Zakręciła kurki, owinęła się ręcznikiem wiszącym obok kabiny i wyszła z łazienki. Blaise właśnie się obudził i odruchowo spojrzał w jej kierunku po czym zarumieniony szybko odwrócił wzrok. ‘Debilu – myślał – to jest Twoja przyjaciółka nie powinieneś tak reagować!’. Cathy nieświadoma rozmyślań Zabiniego weszła do garderoby by parę minut później wyjść całkowicie ubrana.

- Dzień dobry! – wykrzyknęła radośnie całując go w policzek – Idź teraz skorzystać z łazienki a ja obudzę Liz, ok.?

- Dobrze – odpowiedział uśmiechając się delikatnie i ruszył do łazienki.

Panna Riddle podeszła do łóżka i szturchnęła przyjaciółkę w ramię.

- Jeszcze chwila tato – mruknęła przekręcając się na drugi bok.

- Elizabeth masz szlaban! – powiedziała udając Snape.

- Co…?! Tato, proszę ja już… - poderwała się z łóżka czarnowłosa i zaczęła się tłumaczyć, przerywając gdy tylko spostrzegła śmiejącą się Riddle’ówne na podłodze – Ty małpo! – wykrzyknęła i zaczęła okładać dziewczynę poduszką. Cathy nie chciała pozostawać dłużna więc wzięła drugą i zaczęła oddawać.

- Co to za zabawa beze mnie? – zapytał Blaise wychodząc z łazienki

- O to samo chciałam zapytać – odezwała się Valeria Riddle z kpiącym uśmieszkiem na ustach, która od dłuższego czasu obserwowała dziewczyny. – Dobrze moje panie dosyć! – nastolatki z niewinnymi minami przerwały i spojrzały na panią Riddle – Liz, idź teraz do łazienki i przyszykuj się do śniadania bo zanim opuścimy ten pokój musimy jeszcze coś zrobić…

- Co takiego mamo? – zapytała brązowooka gdy za przyjaciółką zamknęły się drzwi od łazienki

- To samo co wczoraj w gabinecie dyrektora – wyszeptała cicho odwracając wzrok.

Cathy opadła ciężko na sofę i wlepiła wzrok w podłogę. Blaise nie wiedział o co chodzi, ale widząc wyraz twarzy przyjaciółki przysiadł się koło niej i uścisnął pocieszająco jej dłoń. Dziewczyna uśmiechnęła się do niego słabo a Valeria w tym czasie zamknęła drzwi i wyciszyła pomieszczenie, czym całkowicie zdumiała chłopaka.

- Kto tym razem? – zapytała drżącym głosem dziewczyna.

- Myślę, że Blaise ani Liz się nie zgodzą, więc to będę ja… – wyszeptała równie cicho jej matka.

- Nie zgodzą na co? – zapytała panna Snape wychodząc z łazienki.

- Jak na taką ciężką chorobę Cathy wygląda bardzo zdrowo nie uważacie? – młodzież kiwnęła głowami a gdy Liz chciała przerwać i ponowić swoje pytanie Valeria podniosła rękę – Wiem, że moja córka wam jako jedynym z młodzieży ufa, więc wierzę, że wytłumaczy wam nasze motywy i historię jej choroby – gdy Riddle’ówna kiwnęła głową kontynuowała – Więc, żeby Tom nie nabrał podejrzeń, że wygląda zbyt zdrowo zanim wyjdzie z pokoju musimy ją potraktować zaklęciem torturującym – ostatnie słowa wypowiedziała szeptem ale była pewna, że usłyszeli.

Tak jak podejrzewała ani Blaise ani Liz nie wyrazili chęci potraktowania tak swojej przyjaciółki, więc to na nią spadł ten niemiły obowiązek. Cathy wyszła na środek pokoju a Valeria wycelowała w nią różdżkę. Jej ręka wyraźnie drżała, tak jak i głos gdy wypowiadała zaklęcie.

- T-tormenta!

Zaklęcie było krótsze niż wczoraj lecz i tak sprawiało Catherine dużo bólu. Gdy matka je zwolniła zaraz podbiegła do niej Liz, która na czas trwania klątwy była podtrzymywana przez Blaisa, bo wyrywała się chcąc podbiec do koleżanki. Po policzkach pani Riddle płynęły łzy. Jeszcze nie tak dawno jej kuzynka Andromeda potraktowała tym zaklęciem Michaela Grangera, a dzisiaj ona zrobiła to samo swojej córce.

- Mamo – wyszeptała brązowooka i spróbowała się uśmiechnąć – Nie płacz bo zniszczysz nasz plan.

Valeria otarła łzy i włożyła sporo wysiłku by odwzajemnić uśmiech córki.

- No to przedstawienie czas zacząć – powiedziała do siebie i opuściła komnaty Cathy. Liz zaśmiała się na to stwierdzenie i ruszyła za nią. Blaise objął przyjaciółkę ramieniem i udał się w ich ślady do jadalni.

 

 

***

 

Po śniadaniu, na którym Cathy była pod czujną obserwacją Gada jej przyjaciele udali się do swoich domostw, aby spakować walizki na wakacje. Dziewczyna przy pomocy matki dotarła do swojego pokoju i po zażyciu odpowiedniego eliksiru udała się do garderoby skompletować odzież na wczasy. Valeria jak tylko córka zażyła eliksir udała się do gabinetu Toma.

- O której mamy świstoklik? –zapytała beznamiętnie

- O 12. Wykupione macie 3 domki najdalej jak to możliwe od obozu – odpowiedział tak samo.

- No to do zobaczenia pod koniec sierpnia – powiedziała i odwróciła się z zamiarem odejścia.

- To i tak jej nie ominie – jadowity głos Czarnego Pana zatrzymał ją przy drzwiach – Prędzej czy później i tak nauczę jej tego czego zapragnę i stanie przy mym boku… – pani Riddle opuściła pomieszczenie trzaskając drzwiami. Lord na ten gest wybuchł opętańczym śmiechem, który było słychać w całym holu.

 

 

***

 

O 11:58 w holu rezydencji Riddle’ów zebrali się wczasowicze. Otoczyli pana Malfoya trzymającego świstoklik, którym był stary parasol. Dwie minuty później poczuli szarpnięcie w okolicach pępka i zniknęli, by pojawić się w środku lasu na Hawajach.

- Mamy jeszcze jakiś kilometr do przejścia, więc pospieszcie się – powiedział Lucjusz i zaczął iść. Młodzież wraz z Narcyzą i Valerią szybko pospieszyli za nimi.

Po jakimś czasie chłopcom zaczęło się nudzić, więc postanowili umilić sobie czas. Jako, że męska część grupy ( oprócz Malfoya seniora ) szła na końcu nikt nie widział co kombinują. Lucas schylił się po kamień leżący na ścieżce, a Matt jako najzdolniejszy z nich transmutował go w dużego, włochatego pająka. Draco wyciągnął różdżkę i za pomocą zaklęcia niewerbalnego wylewitował go w powietrze. Zwolnił czar i pająk upadł na ramię Jeny, która była pogrążona w rozmowie z Amelią. Panna Malfoy gdy poczuła ciężar na swoim ramieniu nie obejrzała się nawet, tylko podniosła rękę z chęcią strzepnięcia natrętnego „czegoś”. Stworzonko skorzystało z okazji i weszło na dłoń młodej arystokratki.

- AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!! – wydarła się blondynka gdy zobaczyła co jej siedzi na ręce. Zaczęła wymachiwać ręką a gdy pająk zleciał wskoczyła Lucjuszowi na ręce, który cofnął się zobaczyć dlaczego córka krzyczy.

- Co się stało – zapytał roztrzęsioną nastolatkę.

- T-tam, weź go – powiedziała pokazując drżącym palcem stworzonko leżące na grzbiecie, na ścieżce między dziewczynami i wymachujące nogami, próbując się odwrócić.

Cathy, Amy, Liz i Brooke odskoczyły szybko od niego a chłopcy nie mogąc już wytrzymać wybuchnę li głośnym śmiechem, do którego po chwili dołączył Lucjusz.

- Kochanie to jest tylko pająk.

- Tylko pająk?! – wydarła się rozhisteryzowana blondynka – To aż pająk! Zobacz mama też się go boi! – pokazała palcem na Narcyzę, która razem z Valerią odsunęła się kawałek dalej – Tatuuuusiu! – wyjęczała łapiąc go mocniej za szyję – Zabij go prooooszę!

Lucjusz uśmiechnął się pod nosem.

- Avadą? – zapytał

- Może być Avadą, byle go nie było – odpowiedziała Jennifer

- Avada Kedavra! – pająk padł martwy i zaraz, czym zdziwił dziewczęta i dorosłych, zmienił się na powrót w kamień

- Chłopcy chcecie może nam coś powiedzieć? – zapytała Valeria ironicznie unosząc brew, ci tylko przecząco pokręcili głowami patrząc na nią z miną niewiniątek.

- Jeny zejdź ojcu z rąk, musimy iść dalej – odezwała się Narcyza.

Dziewczyna niechętnie zeszła, lecz zaraz podeszła do chłopaków i wszystkich czterech walnęła w głowę.

- Teraz możemy iść.

 

 

czwartek, 07 lipca 2011, caathy.x1
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Życzę miłego czytania;) Proszę o szczere komentarze i opinie;) Caathy.x1 ;-)
Dodaj komentarz »
Komentarze
lolciaa1818
2011/07/07 23:32:43
Dziękuję kochana na początek ! :* Bardzo i wiem wiem za co.
Ja też jestem Ci winna wielkie ogromne podziękowania i bukiet róż na ręce:*

Co do notki, to zdecydowanie ZA MAŁO.
Nie mogę się doczekać co dalej się wydarzy !!!

Szkoda mi jej. Bardzo. Zwłaszcza, że Gad ma taki plan a nie inny. Nie obejdzie się bez "nauki". Tylko czy ona to zniesie psychicznie??

haha pająk wymiata ^^


Uwielbiam Cię!:*
-
cyzia94
2011/07/09 18:04:05
Oj tak, zdecydowanie za mało. A jak mało, to i komentarz długi być nie może! ;p
Coś mi zgrzytnęło: dzieci śmierciożerców były zmuszane do "służby"? Nawet, jedśli same tego nie chciały? No bo Cat im tak ufa i opowiada o planie i swojej pseudochorobie... A jej przyjaciele nie są chyba miszczami oklumencji, mam rację? ;) No, ale to tyle.
Czekam niecierpliwie na naukę u Voldiego. I mimo, że wiem, że nie będzie to tak wyglądało, mam cichą nadzieję na względne zawieszenie broni między ojcem a córunią. Ten opętnańczy brechcik rozłożył mnie :D
A na końcu taka sielanka, że aż się suodko robi ;p :D
Mam nadzieję na szybką kontynuację, życzę weny :*
-
mlodzia113
2012/02/15 21:54:23
Mhwahahaha ta sytuacja z pająkiem była genialna! < 3 Połknęłam ją w kilka sekund ^^
Dodaj komentarz »
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog