|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział 18 cz.1
Uff, uwinęłam się.
Specjalnie dla takiej marudy, która o nowy rozdział marudziła od dodania poprzedniego;d
ty wiesz;*
It's special for you;)
18. Przed 12:00 obudziła ją Liz. -Wstawaj Cat! Valeria i Narcyza wołają na lunch. - i wyszła. Dziewczyna mruknęła coś niewyraźnie i przekręciła się na drugi bok. Chwilę poleżała w tej pozycji zanim uniosła zaspane powieki. Na zegarku obok łóżka była 11:55. Niechętnie podniosła się, ziewnęła przeciągle i podeszła do szafy. Wygrzebała małe pudełko z dna i otworzyła. W trakcie przeszukiwania w celu znalezienia eliksiru wzmacniającego, natknęła się na małą pękatą fiolkę. Podniosła ją na wysokość oczu i przeliczyła w myślach dni. Klepnęła się otwartą dłonią w czoło, za swoje zapominalstwo i wypiła fiolkę eliksiru antykoncepcyjnego. Następnie duszkiem wypiła ten, którego szukała a później poszła pod prysznic. Odświeżona, w samym ręczniku weszła do garderoby. Gdy założyła koronkowe majteczki usłyszała, że ktoś wchodzi do pokoju, -Tutaj jestem! - krzyknęła szukając sukienki. Do pomieszczenia wszedł Matt, lecz gdy tylko zobaczył strój koleżanki, odwrócił się z powrotem do drzwi. -Co chciałaś Liz? - zapytała Catherine zakładając sukienkę przez głowę. -To nie Liz, tylko ja – odpowiedział Matt nadal stojąc tyłem do drzwi. -Och, możesz już się odwrócić. - zaśmiała się, a gdy chłopak spełnił jej prośbę zapytała -Co cię tu sprowadza? -Bo widzisz... - zaczął zakłopotany – Śniadanie robił ktoś, za kogo wcześniej całe życie gotowały skrzaty... No i chcielibyśmy się spytać... Czy dałabyś radę to uratować...? - zakończył niepewnie. Dziewczyna roześmiała się. -Ok, ale to wy po nim sprzątacie. - gdy Matt potwierdził skinieniem głowy powiedziała – No to chodźmy. Zaraz po przekroczeniu progu domku do jej nozdrzy doleciał smród spalenizny. Szybko pobiegła do kuchni. Wygoniła z niej panią Malfoy i Riddle, po czym zaczęła naprawiać tę katastrofę. Usunęła z patelni spalone węgielki ( jajecznica była na patelni trochę za długo i panie zapomniały dodać tłuszczu zanim zaczęły smażyć ) oraz z blatu obok elektrycznego (!) tostera sprzątnęła coś, co nazywały tostami. Prostym zaklęciem wyczyściła wszystko i zabrała się do pracy. Podczas smażenia na nowo jajecznicy poczuła, jak silne męskie ramiona oplatają ją w pasie i delikatny pocałunek za uchem. -Dzień dobry kochanie – usłyszała zmysłowy szept. -Lucjuszu! - oburzyła się i wyrwała z jego objęć – Ktoś może wejść! -Ale w tej chwili nikogo nie ma... - mruknął i znowu się przysunął. Dziewczyna pokręciła z dezaprobatą głową i wyłączyła gotowe już danie. Następnie odwróciła się i włożyła chleb do tostera. -Mała... - mruknął jej do ucha – Jeden mały buziak. Catherine zaśmiała się i odwróciła do mężczyzny. Zmierzyła go wzrokiem i kiwnęła na niego palcem wskazującym Blondyn uśmiechnął się triumfalnie i jednym krokiem pokonał odległość między nimi. Najpierw delikatnie, jakby się bał, że mu ucieknie, musnął jej usta, nie czując oporu wdarł się do nich językiem. Cathy wyszła mu na spotkanie i już po chwili razem walczyli o dominację w tym pocałunku. Lucjusz złapał dziewczynę za pośladki, podniósł i posadził na blacie. Ona oplotła go nogami na linii bioder. Jedną rękę oderwała od karku kochanka i po omacku nacisnęła wyłącznik od tostera. Chwilę później wplotła ją we włosy kochanka/ -Yhym, yhym... - usłyszeli od progu. Cathy z przerażeniem oderwała się od ust Lucjusza i spojrzała na nieproszonego gościa. Oparty o futrynę, z kpiącym uśmieszkiem na ustach, stal syn jej kochanka – Draco. -Matka przysłała mnie zapytać, kiedy będzie posiłek... Ale będę musiał powiedzieć j, że musi poczekać aż jej mąż przeleci naszą kuchareczkę... -Draco! - warknął na niego zimno ojciec – Jak ty się odzywasz?! -Normalnie. - zakpił blondyn. Lucjusz zdenerwował się nie na żarty i podszedł do syna. Z otwartej dłoni uderzył go w policzek, powalając tym samym na kolana. -Nie zapominaj do kogo mówisz! - powiedział zimno, patrząc na niego z góry – Ty co najwyżej jesteś szczeniakiem i póki nie dorośniesz tak będziesz traktowany – wysyczał i wyszedł. Chłopak nadal będąc na kolanach złapał się za policzek. Cathy szybko zeskoczyła z blatu i podbiegła do niego. -Zostaw mnie! - wywarczał na nią zimno. Dziewczyna jakby nie słysząc co chłopak powiedział odciągnęła jego dłoń delikatnie od twarzy. Pogłaskała zaczerwienione miejsce opuszkiem palca, by następnie przyłożyć tam koniec różdżki. Wyszeptała cicho zaklęcie i policzek był taki jak przed zdarzeniem. Chłopak kiwnął tylko głową i podniósł się. -Możesz powiedzieć Narcyzie, że posiłek będzie za pięć minut – wyszeptała, a gdy chłopak był już przy drzwiach zagadnęła go – Draco? Porozmawiamy później? -Przemyślę to. Po posiłku wybrali się na plaże. Zostali tam, aż do 17:00. Spóźniony obiad postanowili zjeść w kafejce znajdującej się koło plaży. Cathy razem z Liz i Amy zajęły miejsca przy barze, reszta rozsiadła się przy stolikach. Dwóch barmanów za ladą nie mogło odwrócić wzroku od trzech czarnowłosych ślicznotek, na co te zaczęły chichotać. Matt, który już od jakiegoś czasu podkochiwał się w Liz, mierzył nienawistnym wzrokiem miejscowego chłopaka, który przysiadł się do baru i zaczął flirtować z panną Snape. -Matt wyglądasz jakbyś chciał go zabić samym spojrzeniem – zaśmiał się z niego Luke. -Przysięgam, jeżeli jeszcze raz jej coś podszepnie strzelę w niego avadą – wywarczał wspomniany. -Człowieku! - warknął na niego Blaise – Powiedziałbyś jej wreszcie, że się w niej bujasz a nie robisz podchody. Matthew spojrzał na niego jak na kosmitę, ale przemyślawszy to co powiedział kiwnął głową. Wstał od stolika. -Stary, no co ty? Teraz? - zatrzymał go Draco. -A na co mam czekać Smoku? Podszedł do baru i zwrócił się do kolesia. -Przepraszam, że wam przeszkadzam tą jakże interesującą rozmowę, ale chciałbym na chwilę porwać tą śliczną pannę – zwrócił się do Liz – Poświęcisz mi parę minut? Czarnooka kiwnęła głową i wyszli z pomieszczenia. Zrezygnowany tubylec wyszedł zaraz po nich. Parę minut później dostali swoje jedzenie: dorośli danie obiadowe, chłopcy po jakimś fast-foodzie a dziewczęta spaghetti. -Gdzie Liz? -zapytała Catherine, nawijając makaron na widelec -Ona... - powiedziała zaskoczona Amelia patrząc na drzwi – Właśnie wchodzi. Riddle'ówna odwróciła się we wskazanym kierunku i uśmiechnęła się na widok wchodzących Matthew i Elizabeth, którzy trzymali się za rękę. -Nareszcie jej powiedziałeś! - wykrzyknęła uradowana. -To ty wiedziałaś? - zdziwiła się latorośl Mistrza Eliksirów -To było widać. – zaśmiała się – Przez cały czas wodził za Tobą maślanym wzrokiem. Pan Silver zarumienił się i pocałował swoją nową dziewczynę w policzek. Następnie zasiadł przy swoim stoliku. Liz uśmiechnęła się widząc jak chłopcy gratulują przyjacielowi. Wieczór zleciał w przyjemnej atmosferze. Koło 1:00, gdy Liz zasnęła, Cathy zdjęła koszulkę nocną i na nagie ciało włożyła sukienkę z dzisiejszego dnia. Zabrała ręcznik i na palcach opuściła pokój. Gdy wyszła z domku rozejrzała się czy nikogo nie ma i zaczęła iść w stronę plaży. Nie zauważyła tylko, że z okna domku chłopców, obserwuje ją pewien niebieskooki blondyn. Cathy dotarłszy na dziką plażę szybko zrzuciła sukienkę i razem z ręcznikiem i różdżką ukryła między skałami. Wskoczyła do wody, z jednej z nich i zanurkowała. Draco oparł się o jedną ze skał i obserwował jak Catherine, kochanka jego ojca, dziewczyna której dokuczał przez sześć lat, tapla się w wodzie, jak z uśmiechem na twarzy nurkuje, by pojawić się kawałek dalej. Sam, niechętnie musiał przyznać, że wyglądała zjawiskowo. Jej nagie, mokre ciało lśniło w świetle księżyca. Otrząsnął się z zamyślenia i czekał, aż go zauważy. Cathy zaczęła pływać na plecach, nieświadoma tego, że daje teraz doskonały widok Draconowi, na jej duże piersi, z których na jednej widniała głowa węża pożerającego różę, będąca zakończeniem jej tatuażu. Zanurkowała i wpatrywała się w fragment dna oświetlony przez księżyc. Zobaczyła, że coś tam jest więc zaciekawiona wzięła to w dłoń i wypłynęła. Był to wisiorek z różą owiniętą dookoła serce. Czuła w nim wielką moc, więc domyśliła się, że jest to magiczny artefakt. Odwróciła się z zamiarem wyjścia i zamarła zobaczywszy blondyna na brzegu. -Draco... - wyszeptała -Catherine – odpowiedział – Chciałaś porozmawiać. -Umm... Tak. - odpowiedziała – Czy mógłbyś, proszę się odwrócić? Chciałabym wyjść z wody. -Widziałem Cię już wcześniej nago i dzisiaj obserwuję cię od jakieś godziny – odparł jej uśmiechając się ironicznie. Zażenowana dziewczyna zakryła piersi włosami i z dłonią na swym łonie wyszła z wody. Owinęła się ręcznikiem, usiadła na piasku i zapatrzyła się w wodę. Malfoy już myślał, że o nim zapomniała, ponieważ wyglądała na zamyśloną, ale odezwała się. -Czy zawsze tak było? -To znaczy? -Ojciec. -Ach... O to Ci chodzi... - powiedział cicho i usiadł obok niej – Odkąd pamiętam... - westchnął cicho – Zawsze byłem tym „tresowanym” na idealnego arystokratę. -A Jeny? -Jeny? - prychnął – Ona jest oczkiem w głowie tatusia. Sama widziałaś w lesie. Ja bym za takie coś oberwał Cruciatusem. -Cruciatusem?! - przeraziła się dziewczyna -Co się dziwisz? Twój ojciec robi tak samo -No tak, ale każdy wie, że Voldi jest psycholem. - Draco zaśmiał się na to określenie – Ale nie wyobrażam sobie, jak ojciec może krzywdzić tak dziecko! Mojego tu nie wliczamy jako ojca. - powiedziała widząc, że otwiera usta – Za co cię karał? -Od małego byłem uczony zaklęć, eliksirów, transmutacji i innych – mruknął niechętnie – Szczególną wagę przykładał jednak do czarnej magii, jednak za każdym razem jak mi nie wychodziło karą był Cruciatus. -I mimo tego jak cie traktuje, popierasz jego sadystyczne idee? -Moje życie nie będzie wyglądać inaczej – mruknął zrezygnowany – Zawsze będę pod władzą ojca. -Draco...? - zagadnęła go po chwili ciszy – Dlaczego mi o tym powiedziałeś? Mogłeś po prostu zignorować moje pytanie. -Ty możesz się jeszcze z tego wyplątać – powiedział cicho – Chciałem rozświetlić Ci to, jakim bydlakiem jest mój ojciec. -Bydlakiem? To znaczy, że nie popierasz tego co robi ze Śmierciożercami, na czele z moim ojcem? Młody Malfoy zbladł jeszcze bardziej, o ile to możliwe. -Wcale tego nie mówiłem! - próbował się wykręcić lecz głos mu drżał. -Mi możesz powiedzieć. - zaśmiała się – Wygląda na to, że myślimy tak samo. -Nie wydasz mnie? -Nie, bo wtedy sama siebie wydam – roześmiała się znów i wyciągnęła dłoń – Zawieszamy broń? Draco uścisnął ją delikatnie. -Ale przy niektórych będziemy musieli udawać – zastrzegł. -Wiem... Podniosła się z piasku i narzuciła sukienkę, w lewej dłoni wciąż trzymała wisior znaleziony w oceanie. Na odchodnym dodała: -Jest jeszcze ratunek dla ciebie Draco... „Z tych popiołów odrodzi się feniks...” Blondyn długo zastanawiał się nad sensem jej słów. -Zakon Feniksa... - szepnął do siebie po jakimś czasie. *** Dni mijały a młodzi czarodzieje bawili się świetnie. Pewnego popołudnia Narcyza, Lucjusz, Valeria, Liz, Matt i Brooke poszli na plażę wcześniej, a pozostali mieli dojść. Przez śmiechy i zabawę po drodze skręcili w złą ścieżkę, czego oczywiście nie zauważyli. Pierwsza z lasu wyszła Amelia i stanęła jak wryta. Zaraz za nią wyszedł Luke, a nie zauważywszy, że siostra się zatrzymała wpadł jej na plecy. -Amy co ty...? - lecz nie dokończył, tylko przetarł oczy żeby zobaczyć czy dobrze widzi. Reakcja pozostałej trójki była podobna. Pierwsza otrząsnęła się panna Riddle i zaczęła chichotać. -Trafiliśmy na plażę nudystów! Młodzi zawtórowali jej rozejrzeli się po tejże plaży. Było tu nie więcej niż setka ludzi. Chłopcy stojący z przodu nie zauważyli, że ich towarzyszki zdjęły już odzienie. -Cathy zostajemy, czy...? - zaczął Blaise i odwrócił do przyjaciółki. Na jej widok przerwał. Długie nogi, których pozazdrościłaby nie jedna modelka, płaski brzuszek, naznaczony czarnym tatuażem, kończącym się na równie pięknych jędrnych piersiach. -Tak Blaise, zostajemy. - powiedziała i zdjęła oniemiałemu Diabłu koszulkę, zachichotała, wzięła Amy pod rękę i udały się w kierunku plaży. -Stary... - zaczął Draco- Jakie Twoja siostra ma ciało... -Wiem... - odezwał się Luke, obserwując siostrę i jej przyjaciółkę. -Nie pozwólmy damom czekać – odezwał się Draco ściągając spodenki – Patrzcie jak tych trzech mięśniaków mierzy je spojrzeniem. Popatrzyli za wzrokiem Smoka i ujrzeli trzech rosłych facetów, wpatrujących się bez wstydu w dziewczęta. Szybko rozebrali się do końca i dołączyli do nich na kocu. Draco ułożył się pomiędzy nimi, Luke zajął drugie miejsce obok siostry a Blaise koło Catherine.
piątek, 22 lipca 2011, caathy.x1
Życzę miłego czytania;) Proszę o szczere komentarze i opinie;)
Caathy.x1 ;-)
Komentarze
2011/07/23 13:02:46
Na początku myślałam, że to Lucek zrobił śniadanie ;p
Ale tak akcja z Draconem nieźle mnie podjarała... i jeszcze wplotłaś tam Zakon! Ja nie ogarniam! ;D Plaża nudystów. Będzie ciekawie ;p xD 2012/02/16 15:48:26
Mhwahaha dobrze, że trafiłam an tego bloga kiedy jest tak dużo rozdziałów, bo teraz bym kitła z ciekawości ;P
Idę czytać dalej :D |
|
hmmm w końcu coś dłuższego;p a maruda marudą ;p i wiesz, że marudzić nie przestanie, bo było by to przeciwne moim wyznaniom;D
hah ( pomijając kodeks :D ) .
hmm plaża nuddystów?:D oooo :D
... dobrze, że to Dracon ich zobaczył bo jakby tylko Zabini wiedział to było by nudno:P hah;) hmmmm