.Czas na zmiany
Blog > Komentarze do wpisu
« Rozdział 22
Sówka »

Rozdział 23
Wiem, wiem znowu nawaliłam. :( Proszę macie tu prezent na Mikołajki :) Rozdział niestety zbetowany tylko do połowy, a kolejne już będą bez bety.;/ Zapraszam do czytania:)

-P-profesor S-snape... - wyjąkał chłopak i odwrócił się.

W cieniu, niedaleko drzwi stała wysoka postać odziana w czerń. Diabeł przełknął głośno ślinę wpatrując się w twarz Mistrza Eliksirów, na której widniał krzywy uśmieszek.

-Dostałem bardzo interesujący list – zaczął mężczyzna. – I wierzę, że chciałbyś mi coś na ten temat powiedzieć.

-To był tylko... - zaczął, ale Snape mu przerwał

-Żart? - spytał przerażającym szeptem a gdy chłopak kiwnął głową zapytał. – A czy dotąd nie dowiedziałeś się jak kończą się żarty z mojej osoby?

-Profesorze ja...

-Sza! Jesteś „mój na zawsze”, jak to ująłeś, więc zamierzam to wykorzystać – wyszeptał jadowicie – Tak, żebyś zapamiętał jak kończy się żartowanie z mojej osoby. Widzę cię jutro o 21:00 w moim gabinecie – to powiedziawszy odwrócił się i opuścił taras, powiewając czarną peleryną.



***



Następnego dnia Trzepotek obudził Catherine o 8:00. Dziewczyna z ogromnym bólem głowy wstała i poszła pod prysznic. Odświeżona wróciła do pokoju i wypiła eliksir na kaca, który skrzat zostawił na nocnym stoliku. Ubrała na siebie białą, zwiewną sukienkę w kwiaty, białe sandałki i z włosami związanymi w warkocz opuściła pokój. Zbiegła szybko po schodach i weszła do salonu spodziewając się zastać tam matkę. Nie pomyliła się, kobieta siedziała w fotelu i wypełniała jakieś dokumenty.

-Mamo? - zagadnęła ją.

-Tak? - zapytała tamta, nie podnosząc głowy.

-Mogę na pół godziny wyjść?

-A dokąd to? - odparła zdziwiona pani Riddle, podnosząc głowę i spoglądając na córkę.

-Chciałam się pożegnać z Alice – wyjaśniła cicho.

Valeria uśmiechnęła się do niej ciepło i skinęła głową.

-Ale tylko pół godziny – zastrzegła – Ojca jeszcze nie ma, ale zamierza pożegnać cię przed wyjazdem do szkoły.

-Dobrze. Dziękuję – ucałowała matkę w policzek i pobiegła do sowiarni znajdującej się w prawym skrzydle domu.

Pomieszczenie nie było duże. Znajdowało się tam tylko sześć sów i jeden orzeł. Cathy podeszła do małej czarnej i delikatnie włożyła ją do stojącej nieopodal klatki. Razem z ptakiem opuściła dom i deportowała się. Pojawiła się w zaułku niedaleko domu przyjaciółki. Szybko pokonała ścieżkę dzielącą ją od drzwi i zadzwoniła. Otworzyła jej matka Alice, Elizabeth.

-Dzień dobry – przywitała się grzecznie Cathy. – Jest Alice?

-Dzień dobry – odpowiedziała kobieta z uśmiechem. – Jest u siebie, zaprowadzić cię?

-Tak, proszę.

Przeszły przez korytarz i schodami udały się na górę. Pani Masen zapukała do fioletowych drzwi.

-Proszę! - usłyszały głos Alice.

-Kochanie, ktoś do ciebie – powiedziała Elizabeth, przepuszczając Riddle'ównę w drzwiach.

-Cathy! - wykrzyknęła dziewczyna i rzuciła się jej na szyję. Pani Masen zaśmiała się i opuściła pokój – Co cię tu sprowadza?

-Przyszłam się pożegnać – wyjaśniła cicho. – Za dwie godziny wyjeżdżam.

-Dziękuję, że o mnie pamiętałaś – odparła Rudowłosa.

-Mam coś dla ciebie – oznajmiła Catherine i zniosła zaklęcie niewidzialności z klatki – Dzięki niej będzie nam się łatwiej porozumiewać.

-Jest śliczna – zawołała oszołomiona dziewczyna – Jak ma na imię?

-Tę kwestię pozostawiam tobie – uśmiechnęła się do niej czarnowłosa.

Alice uścisnęła przyjaciółkę raz jeszcze i podbiegła do swojej komody. Przez chwilę szukała czegoś zawzięcie by po chwili z triumfalnym okrzykiem podnieść srebrny łańcuszek z okrągłą zawieszką.

-To dla ciebie – powiedziała podając brązowookiej wisiorek.

-Dziękuję – odpowiedziała oszołomiona obracając zawieszkę w rękach.

-To jeszcze nie wszystko – wykrzyknęła podekscytowana dziewczyna – Otwórz!

Catherine dopiero tera zauważyła maleńki otworek, wsunęła w niego paznokieć i otwarła. Uśmiechnęła się na widok zdjęć tam zamieszczonych: po jednej stronie była cała jej mugolska paczka w mocnym uścisku, a po prawej była ona, w swej dawnej postaci, razem z Alice, przytulając się tak, jakby się miały już nigdy nie zobaczyć. Cathy zamknęła medalik i założyła go sobie na szyję.

-Jeszcze raz dziękuję – wyszeptała i przytuliła przyjaciółkę – Pisz do mnie często.

-Będę – obiecała tamta.



***



Dziesięć minut później panienka Riddle wchodziła do rezydencji. Wbiegła szybko po schodach i weszła do pokoju. Błyskawicznie się spakowała i wyciągnęła z szufladki szafki stojącej koło łóżka zegarek wiszący na łańcuszku, dzięki któremu mogła powrócić do swej dawnej postaci. Założyła go na szyję i schowała pod sukienkę. Rozejrzała się jeszcze raz po pokoju, zmniejszyła kufer i schowawszy go wraz z różdżką do torebeczki, opuściła pokój. Udała się do jadalni gdzie zastała ojca i matkę. W ciszy zajęła swoje miejsce i zajęła się posiłkiem.

Tom obserwował córkę odkąd weszła do jadalni. Poczekał aż skończy jeść i powiedział:

-Przyjdź za chwilę do mojego gabinetu – to powiedziawszy opuścił jadalnię.

Cathy zbladła i spojrzała na matkę.

-Niestety nie wiem o co mu może chodzić – powiedziała cicho kobieta.

Dziewczyna skinęła głową i na drżących nogach wstała od stołu. Wyszła z pomieszczenia i przeszedłszy przez hol, dotarła do drzwi gabinetu Gada. Zapukała delikatnie.

-Wejść! - usłyszała chłodny rozkaz i przekroczyła próg.

Riddle siedział za swoim biurkiem i w zamyśleniu spoglądał na kieliszek wina znajdujący się w jego dłoni.

-Usiądź – wskazał jej na krzesło a gdy wykonała polecenie powiedział – W przerwę świąteczną masz się tu stawić. Przejdziesz trening pod okiem Evana Rosiera, tak by w przyszłości móc mnie zastąpić. Nie będę tolerował twojego nieposłuszeństwa, jeżeli zlekceważysz moje polecenie, poznasz gniew Lorda Voldemorta. To już wszystko. Możesz odejść.

Catherine bez słowa wstała i opuściła pomieszczenie. Zegar w holu wskazywał 10:15. Dziewczyna szybko pokonała drogę dzielącą ją do salonu.

-Możemy ruszać – powiedziała matce.

-Dobrze, kochanie – odpowiedziała kobieta,wstając z fotela – Zmień się.

Nastolatka skinęła głową i wyszeptała formułkę zaklęcia, stukając różdżką w zegarek wiszący na szyi. Po chwili przed Valerią stała Hermiona Granger.

-Chodźmy – rzuciła Gryfonka i razem z matką opuściły rezydencję Riddle'ów. Po przekroczeniu bramy deportowały się na peron 9 i ¾, gdzie kręciło się już trochę uczniów. Hermiona wsiadła do pociągu i znalazła sobie wolny przedział. Zostawiła swoje rzeczy w środku i wyszła na peron pożegnać się z rodzicielką.

-Co chciał Tom? - zaciekawiła się pani Riddle.

-Chciał mi przypomnieć, że mam wrócić na święta, bo czeka mnie trening – odpowiedziała dziewczyna z goryczą.

-Skarbie musisz to przetrwać – wyszeptała kobieta tuląc córkę do siebie. – Wymyślę coś, żebyśmy się jakoś z tego wyrwały, muszę...

-Dziękuję... - szepnęła brązowooka.

-HERMIONA!!! - ryknął ktoś za plecami dziewczyny.

Odwróciła się i ujrzała biegnących w jej stronę Harry'ego i Rona. Wyruszyła im naprzeciw i wpadła w ich objęcie.

-Jak dobrze cię widzieć w Hermionowej postaci – zaśmiał się Wesley, a Potter mu zawtórował.

-Już się odzwyczaiłam od tego, że byłam taka niska – oznajmiła Gryfonka z szerokim uśmiechem. – Gdzie twoja rodzina, Ronaldzie? - zaciekawiła się.

-Właśnie idą – oznajmił i wskazał na wejście, przez które wchodzili właśnie pozostali Wesleyowie.

W tym roku na peron przyszedł, prócz rodziców Rona, tylko Bill z Charliem, zaraz za nimi z przejścia wyłonił się Syriusz, uśmiechając się szeroko. Panna Riddle przywitała się z każdym po kolei, starając się nie zwracać uwagi na maślane spojrzenie jakim obdarzył ją Charlie.

-Zarezerwowałam nam przedział – powiedziała dziewczyna i zaciągnęła przyjaciół do pociągu.

Gdy rozlokowali swoje walizki, na peronie rozległ się gwizd. Młodzi szybko wybiegli z maszyny pożegnać się z rodziną.

-Do zobaczenia w święta – szepnęła Valeria, tuląc córkę – Uważaj na siebie.

-Ty także mamo – odpowiedziała cicho i ściskając matkę po raz ostatni weszła do wagonu.

Po chwili pociąg ruszył.

-Hermiono, spotkanie prefektów – przypomniał Wesley.

Dziewczyna klepnęła się w czoło za swoje zapominalstwo. Wyciągnęła z torebki pomniejszony kufer i przywracając mu poprzednie rozmiary wyciągnęła starą szatę szkolną. Przypięła do niej odznakę Prefekta Naczelnego i chciała już wyjść, gdy usłyszała pisk Ginny.

-Jesteś Prefektem Naczelnym?

-No... Tak. - odpowiedziała niezręcznie, zupełnie zapomniała powiedzieć o tym przyjaciołom.

-Gratulacje! - wykrzyknęła Rudowłosa i rzuciła się na szyję szatynce.

-Dzięki – odpowiedziała – Przepraszam, zapomniałam całkiem o tym – wyznała skruszona, wskazując na odznakę.

-Nic nie szkodzi – odpowiedział jej Harry – Ale lepiej już idźcie jeśli nie chcesz się spóźnić pierwszego dnia swojej służby.

Hermiona zarumieniła się i pokazała język przyjacielowi, jednak złapała za rękaw Rudzielca i wyciągnęła go na korytarz. Dotarli do przedziału prefektów jako ostatni. Okazało się, że drugim Naczelnym był Terry Boot z Ravenclawu. Spojrzał na nią karcąco, a ona pokręciła głową z rozbawieniem. Westchnął i wzniósł oczy ku niebu. Gryfonka zajęła ostatnie wolne miejsce, które znajdowało się obok ślizgońskiego prefekta – Draco Malfoya.

-Tak jak co roku mamy patrolować pociąg według określonej kolejności – zaczął Terry. – Dyrektor jednak stwierdził, że w tym roku będzie lepiej jeżeli będą grupy między-domowe – skrzywił się lekko – Lista została dostarczona za pośrednictwem konduktora, tak więc oto skład:Gryffindor – Slitherin, Huffelpuf – Ravenclaw, Pierwszą godzinę patroluje Wesley i Parkinson, drugą Patil i McMillian, trzecią Granger i Malfoy, czwartą Boot i Bones – odwrócił się i wziął cztery kartki – Tutaj macie hasła do poszczególnych domów i pomieszczeń – powiedział i rozdział zebranym – To wszystko, chyba że Hermiona ma jeszcze coś do dodania – dziewczyna pokręciła głową – Dobrze. Wesley, Parkinson czas na was – kiwnął im głowa i opuścił przedział.

Reszta w milczeniu podążyła za nim, a niezadowolony Ron z równie wściekłą Pansy udali się na patrol. Gryfonka udała się do swojego przedziału i wyjaśniwszy Harry'emu i Ginny powód nieobecności przyjaciela, zagłębiła się w lekturze. Nie spostrzegłaby się nawet, że minęła już godzina, gdyby nie powrót Rona, który klnął, na czym świat stoi, narzekając na głupotę ślizgońskiej prefekt. Brązowooka zaśmiała się i zamyślona spojrzała w krajobraz za oknem. Zastanawiała się, jak to teraz będzie, jak zareagują uczniowie na jej przemianę i czy poradzi sobie pod tyranią ojca. Podczas wakacji wpadła na pewien pomysł i dzisiejszego wieczoru pragnęła go zrealizować. Poczuła szturchnięcie w ramię. Spojrzała zdezorientowana na Ginny.

-Co? - zapytała głupio.

-Czas na twój patrol – zaśmiała się Wesley'ówna.

Hermiona pokręciła głową żeby się otrząsnąć i wstała z siedzenia.

-Miłego patrolu! - zawołała za nią jedyna córka Wesley'ów.

Grangerówna pokręciła głową i skierowała się w stronę ślizgońskiej części pociągu. Weszła do przedziału i stanęła jak wryta. Pod oknem siedziały Elizabeth Snape i Jennifer Malfoy, oprócz tego w przedziale znajdował się tylko Draco i Blaise, więc nie musiała udawać niechęci do dzieci śmierciożerców.

-Co wy tu robicie? - zapytała zszokowana.

-No i nici z niespodzianki – jęknęła Jenny.

-Nie byłoby tak, gdyby twój brat wcześniej ruszył swój malfoywowski tyłek – zauważył Blaise.

Dziewczyny zaśmiały się, a Hermiona uściskała koleżanki i zwróciła się do Draco.

-Chodźmy zanim ktoś tu przyjdzie – powiedziała

Blondyn kiwnął głową i razem opuścili pomieszczenie.

-Zdenerwowana? - zagadnął ją Smok.

-Jak jasna cholera. - odpowiedziała szczerze.

Malfoy zaśmiał się i przybrał na twarz ironiczny uśmiech, by utrzymywać pozory. Przez następną godzinę patrolowali korytarze w milczeniu, aby nie zdemaskować dziewczyny przed czasem. W pociągu było raczej spokojnie, tylko raz musieli rozdzielać walczących trzecioklasistów. Po wyznaczonym czasie rozdzielili się i każdy udał się do swojego przedziału. Gdy Granger weszła do środka przyjaciele zajadali się słodyczami.

-Częstuj się – rzucił Ronald z pełną buzią.

Brązowooka westchnęła z dezaprobatą ale poczęstowała się czekoladową żabą. Reszta podróży upłynęła im na rozmowach, śmiechu i wspominaniu dawnych przygód. Gdy pociąg zatrzymał się na stacji w Hogsmeade, wszyscy byli przebrani, a słodycze należały już do przeszłości. Hermiona opuściła przyjaciół by pomóc przy ewakuacji najmłodszych uczniów

-Pirszoroczni do mnie! Tutaj pirszoroczni! - usłyszała nad sobą głos Hagrida.

Przywitała się z półolbrzymem i poszła szukać powozu. Znalazła miejsce w powozie z trzema drugoklasistami z Hufflepuffu, którzy nawet nie byli świadomi, że ktoś do nich dołączył. Droga do zamku minęła jej szybko i w ciszy. Gdy dotarli do wrót, jako pierwsza opuściła drewniany pojazd i weszła do zamku. Przeszedłszy przez Salę Wejściową, udała się do Wielkiej Sali siadając przy stole Gryffindoru. Gdy wszyscy znaleźli się na swoich miejscach, weszła profesor McGonagall z pierwszorocznymi. Ustawiła ich w rzędzie przed stołem nauczycielskim i rozpoczęła przydział. Grangerówna wyłączyła się już na piosence tiary, więc zdziwiła się czując szturchnięcie z prawej strony. Spojrzała zdezorientowana na Harry'ego, lecz on tylko kiwnął głową w stronę stołu nauczycielskiego. Gryfonka również tam spojrzała i zobaczyła to, co tak zaciekawiło Pottera. Przed stołkiem z tiarą stały Liz i Jenny, czekając na przydział.

-Jennifer Malfoy – zawołała nauczycielka transmutacji.

Blondynka z wysoko podniesiona głową usiadła na stołku i tak jak w przypadku jej brata, gdy tylko tiara dotknęła jej głowy krzyknęła:

-SLYTHERIN!!!

Rozległy się głośne brawa przy stole w barwach zieleni i srebra i dziewczyna z krzywym uśmieszkiem skierowała się w tamtą stronę siadając obok brata.

-Elizabeth Snape – powiedziała wyraźnie wicedyrektorka.

Czarnowłosa zajęła miejsce na stołku lecz w jej przypadku kapelusz musiał się dłużej zastanowić.

-RAVENCLAW!

 

Liz spojrzała na ojca i otrzymując jego aprobatę, przez skinięcie głową udała się do stołu w barwach czerni i niebieskiego. Dumbledore powstał, gdy tylko to uczynił McGonagall złapała za stołek chcąc wynieść go z sali.

- Jeszcze moment Minerwo – przerwał jej dyrektor, zdziwiona kobieta skinęła tylko głową i zajęła swoje miejsce – Witajcie na kolejnym roku w Hogwarcie! - zawołał staruszek – Cieszę się, że w tak niebezpiecznych czasach jesteście tak licznie obecni w szkole. Pierwszoroczni niech wiedzą, że wstęp do lasu, przylegającego do terenu szkoły jest absolutnie zakazany, wypadałoby przypomnieć również o tym starszym uczniom – spojrzał z naganą na stół Gryfonów. - Zeszłoroczna kadra się odrobinę zmieniła także przedstawię wam nowy jej skład. Tegorocznym nauczycielem Obrony Przed Czarną Magią zostaje Syriusz Black! - od stołu podniosła się wysoka postać a zrzuciwszy kaptur, obszernej peleryny, ukazała się roześmiana twarz Łapy, który ukłonił się teatralnie i na powrót zajął miejsce – Na polecenie Ministerstwa do programu Hogwartu wprowadzono, jak już niektórzy zauważyli, nowy przedmiot. Jest to Walka Bronia Białą. Nauczycielem zostaje mistrz szermierki w Anglii – Lucjusz Malfoy! - Albus wskazał ręką na drugiego zakapturzonego osobnika, który po zrzuceniu kaptura ukazał przystojną twarz wspomnianego arystokraty – I na koniec Prefektami Naczelnymi są z Ravenclawu Terry Boot i z Gryffinodru Hermiona Granger, brawa dla nich! - gdy sala się uspokoiła staruszek ponownie przemówił – W te wakacje jedna z naszych uczennic odkryła, że ma na sobie znak rozpoznawczy. Dzięki niemu znalazła i poznała swoich biologicznych rodziców, myślę że najwyższy czas abyście poznali jej prawdziwą postać. Hermiono chodź do nas.

Dziewczyna na drżących nogach wstała i podeszła do stołu nauczycielskiego. W sali była przerażająca cisza, słychać było każdy jej krok. Gdy stanęła przed dyrektorem ten odwrócił się do Snape'a i Malfoy'a i powiedział:

- Lucjuszu, Severusie do dzieła – ci skinęli głową i podeszli do dziewczyny, Malfoy senior zdjął z siebie pelerynę i zarzucił jej na ramiona.

- Właściwie to nawet nie wiem po co mi ta peleryna – wyszeptała do niego.

- Światło bijące od ciebie podczas przemiany mogłoby oślepić wszystkich, w taki sposób maskujemy je, że jest bezpieczne dla oczu – wyjaśnił cicho Snape zarzucając brązowookiej kaptur na głowę – Zaczynamy.

Gryfonka skinęła głową i przybrała odpowiednią pozycję.

- Radzę wam zamknąć oczy – powiedział głośno Mistrz Eliksirów, po czym zaczął razem z przyjacielem przywracać Catherine Hermionie Riddle jej prawdziwą postać.

Zebranych na sali oślepiło białe światło, które po chwili zgasło. Wszyscy z zapartym tchem przyglądali się dziewczynie skrytej pod czarną peleryną. Dwie blade dłonie wydostały się z pod peleryny i opuściły ją na podłogę. Uczniowie, wraz z nauczycielami wstrzymali oddechy. Teraz gryfońska szata była o dziesięć centymetrów za krótka. Dziewczyna opatuliła się nią szczelnie, żeby nikt nie zobaczył więcej niż musiał. Stara koszula była sporo za ciasna w biuście, co okazał jeden z guzików, protestując i odlatując, natomiast spódniczka sięgała jej do pół uda.

- Przedstawiam wam – zagrzmiał głos dyrektora, gdy dwójka mężczyzn wróciła na swoje miejsca – Catherine Hermionę Riddle – wszyscy, którzy znali prawdziwe nazwisko Voldemorta a było ich niewielu, spojrzeli na nią z przerażeniem – Cathy na życzenie rodziców przejdzie ponowną przemianę – czarnowłosa usiadła na stołku i założyła na głowę tiarę przydziału.

- SLITHERIN!!! - wykrzyknął kapelusz po dłuższym zastanowieniu.

Na sali zaległa cisza. Riddle'ówna wstała i błyskawicznie pokonała odległość dzielącą ją od stołu Ślizgonów i zajęła miejsce obok Jenny.

- Smacznego! - oznajmił dyrektor przerywając ciszę.

 
 
Po posiłku brązowooka odprawiła przyjaciół i skierowała się do gabinetu dyrektora. Podała hasło chimerze i wjechała na górę. Zapukała do drzwi i gdy usłyszała zaproszenie weszła do środka.

- Hermiona? - zdziwił się staruszek – A co Cię tu sprowadza moje dziecko?

- Dyrektorze – zaczęła panna Riddle – Chciałabym wstąpić do Zakonu Feniksa.





 

 

Wiem, że czekaliście na zemstę Snape'a... Więc potrzymam was jeszcze trochę w niepewnośći;D Do następnego rozdziału!:) Osoby, które chciałby być powiadamiane o nowych notkach, niech zostawią nr gg w komentarzu:)

Pozdrawiam i miłych Mikołajek Wam życzę!:)

wtorek, 06 grudnia 2011, caathy.x1
poleć znajomemu » śledź komentarze (rss) »
Życzę miłego czytania;) Proszę o szczere komentarze i opinie;) Caathy.x1 ;-)
Dodaj komentarz »
Komentarze
inka-1980
2011/12/06 15:55:15
Och, Ty!! :D Jak można nas tak trzymać w niepewności, co do zemsty Snape'a? Taka byłam ciekawa, jak się odegra. Preznet mikołajkowy super, rozdział świetny. Boję się tylko reakcji Harry'ego i Rona na ten przydział do Slytherinu. Czekam na więcej!! Weny!
-
sybilla02
2011/12/06 17:36:01
no ej...ja chce zemste snape :) ale chociaz na pocieszenie dodalas genialny rozdzial wiec ci wybacze trzymanie w niepewnosci ;p
-
evillyangel
2011/12/06 20:28:09
Świetny prezent Mikołajowy ; ) Eh, jestem strasznie ciekawa zemsty Snape'a i tego, jak uczniowie Hogwartu będą zachowywać się w związku z Cathy.. Uhuhuhu, Lucek nauczycielem, będzie się działo! Pozdrawiam!
-
mlodzia113
2012/02/16 19:03:12
ohh ti ne dobla! Biedną Liz do Ravenclaw ?!? O.O xD
Dodaj komentarz »
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog