|
Blog > Komentarze do wpisu
Rozdział 28
Zapraszam serdecznie do czytania;) Tym razem rozdzialik lekki.
28. Pierwszy weekend października przyszedł wraz z długo oczekiwanym meczem Quidditcha: Slitherin vs. Huffelpuff. Catherine nie miała ochoty iść, ale obiecała to przyjacielowi. Źle się czuła owijając szyję szalikiem w barwach zieleni i srebra. Z podłym humorem poszła na śniadanie. Ślizgońska drużyna właśnie podnosiła się od stołu. Blaise, mimo zdenerwowania, uśmiechnął się widząc przyjaciółkę. -Powodzenia – szepnęła mu do ucha i pocałowała w policzek. Życzyła udanej gry Amu, Lucasowi i Draco i zasiadła do stołu. Poczuła, że ktoś ją obserwuje. Przeszukała wzrokiem salę, lecz nie zauważyła niczego podejrzanego. Mimo to, dziwne uczucie nadal jej towarzyszyło. Zerknęła w stronę stołu nauczycielskiego i spojrzała wprost w stalowoszare oczy Lucjusza Malfoya. Uniosła brew w geście zapytania. Mężczyzna nie wykonał żadnego gestu, więc z westchnieniem zakończyła swoje śniadanie. W drzwiach spotkała Harry'ego i Rona. -Jak samopoczucie? - zagadnął Potter w drodze na boisko. -Strasznie – Gryfoni spojrzeli na nią z zaciekawieniem - Okropnie się czuję z tym – wskazała na swój szal – I z tym, że będę kibicować tej „szczególnej” drużynie . -Zawsze możesz być za Puchonami – zaproponował wesoło Weasley. -Taaak... A później być otruta we własnym domu – zironizowała dziewczyna – Do zobaczenia później – przytuliła chłopaków i weszła do sektora Slitherinu. Przepchnęła się do pierwszego rzędu, gdzie ku swojemu zaskoczeniu, zastała Liz i Matta. -Co tu robicie? - zapytała siadając obok Krukona. -Obserwujemy mecz – zaśmiała się Snape'ówna – Ojciec by mnie chyba zabił gdybym ośmieliła się kibicować Puchonom. Cathy pokiwała głową ze zrozumieniem i spojrzała na boisko. -Serdecznie witam na pierwszym meczu Quidditcha w tym sezonie – odezwał się trzecioklasista Dennis Creevey – Dziś grają Slitherin konta Huffelpuff. Przywitajmy obie drużyny! Z szatni po przeciwnych stronach boiska zaczęli wylatywać zawodnicy, zrobili pętlę wokół boiska i wylądowali. Ustawili się w półkole na przeciwko siebie. -Pani Hooch wchodzi na boisko – komentował Gryfon – kapitanowie podają sobie dłoń – Zachariasz Smith i Draco Malfoy, patrząc na siebie nieprzychylnie uścisnęli sobie ręce – Znicz i tłuczki uwolnione, wsiadają na miotły i... Ruszuli! Kafla przejmują Ślizgoni, Lestrenge podaje do Zabiniego, Zabini znowu do Lestrenge, Lestrenge do Notta, Nott będzie strzelał...? Nie! Podaje do Zabiniego, który rzuca. Kafel przeleciał Bones między palcami i GOL DLA SHLITERINU. Ślizgoni prowadzą 10:0. Kafla przejmują Puchoni. Adams przekazuje do Smitha... Catherine z nikłym zainteresowaniem śledziła przebieg gry. Miała złe przeczucia... Coś się dzisiaj wydarzy, ale nie wie co... Minął już miesiąc odkąd jest w Domu Węża. Niby wszystko było w porządku, ale czuła się strasznie nie na miejscu. Do tego jeszcze związek z Lucjuszem. Wydawał się taki nienaturalny. Czuła się z nim jak w innej bajce. Dla niej był czuły i delikatny, chociaż ostatni stosunek pokazał jego perwersyjne fantazje. Na co dzień jednak, ten blond arystokrata był bezwzględnym sługą Czarnego Pana... -... idą łeb w łeb! - otrząsnęła się z zamyślenia, gdy dotarł do niej głos Dennisa, spojrzała na boisko. Malfoy i szukająca Puchonów, Samantha Green, lecieli ramię w ramię za złotym zniczem, Ślizgon pchnął ramieniem dziewczynę. Zaskoczona zboczyła z kursu, jednak to wystarczyło – Draco Malfoy złapał znicz! SLITHERIN WYGRYWA 210:50!!! Matt, Liz i Cathy zostali porwani razem z tłumem. Srebrno-zieloni kibice wylewali się na boisko, by pogratulować swojej drużynie. Czarnowłosa zobaczyła wychodzących Gryfonów i pomachała na pożegnanie Harry'emu i Ronowi. Chwilę później na boisku zostali tylko Ślizgoni. Riddle'ówna została porwana w ramiona przez przyjaciela. -Wygraliśmy, wygraliśmy, wygraliśmy – podśpiewywał sobie Blaise, kręcąc się z nią w kółko, brązowooka nie wytrzymała i roześmiała się perliście. -Zachowujesz się tak, jakbyście wygrali już Puchar Quidittcha – powiedziała. -Panie Malfoy – tłum zamilkł i wszyscy spojrzeli na stojących nieopodal Sanpe'a i Malfoya seniora. Lucjusz jednak nie spuszczał wzroku z panny Riddle, która nadal tkwiła w ramionach Zabiniego. -Tak profesorze? - zapytał blondyn, wychodząc przed zebranych. Mężczyzna spojrzał poważnie na swojego podopiecznego. -Żebym nie musiał się za was wstydzić – to powiedziawszy odwrócił się i odszedł wraz z nauczycielem walki. -Co to oznaczało Draco? - zagadnęła kuzyna Amelia. -To oznaczało... Imprezę! - Ślizgoni wydali okrzyk radości i porwawszy drużynę na ręce ruszyli do zamku.
Catherine zaciągnęła Elizabeth do swoich komnat i razem zaczęły się szykować. -Ty też? - zapytały jednocześnie, gdy rozebrawszy się do bielizny ujrzały na swych szyjach łańcuszki z feniksem. Zaśmiały się i obie kiwnęły głową. Zaczęły się szykować. Oczywiście ich starania by zdążyć na czas poszły na marne. Jakiś czas później obie były gotowe. Cathy miała na sobie sukienkę zapinaną na szyi na haftki, która kończyła się kończyła się kilka centymetrów pod pośladkami. Plecy były odkryte, bo materiał zaczynał się dopiero na nerkach. Usta miała pomalowane na czerwono a na nogi włożyła dwunastocentymetrowe szpilki. Elizabeth miała ubrane czarne, skórzane, krótkie spodenki, srebrną bluzkę wiązaną na szyi, tak jak Riddle'ówna dwunastocentymetrowe szpilki i czerwone usta. Obie związały włosy w luźny kok. -Idzemy? - zapytała Liz. -Nie uważasz, że ta sukienka jest za krótka? - jęknęła dziewczyna obciągając materiał. -Wyglądasz świetnie – żachnęła się Snape'ówna – Ale jak chcesz to możemy prostym zaklęciem sprawić, żeby ci się nie powijała przy każdym kroku. -Zrób to, proszę . Panna Snape machnęła różdżką i prostym zaklęciem sprawiła, że sukienka brązowookiej była cały czas w tym samym miejscu. -Jak będziesz chciała zdjąć wystarczy tylko Finite Incantanem – wyjaśniła chowając różdżkę do magicznie powiększonej kieszeni – Idzemy? Panna Riddle schowała swoją i razem opuściły pokój. Impreza trwała już od 45minut. -Gdzie one są? - zirytował się zwykle spokojny Matthew – Liz się nigdy nie spóźnia. -Cat też nie ma w zwyczaju – mruknął Draco popijając drinka – Może... -Spójrzcie tam – przerwała mu Amy z krzywym uśmieszkiem, wskazując podbródkiem wyjście z korytarza, prowadzącego do pokoju Prefekt Naczelnej. Wszyscy siedzący na kanapie jak na komendę spojrzeli we wskazane miejsce. I nie tylko oni... Wszyscy obecni w Pokoju Wspólnym wpatrywali się w dwie czarnowłose ślicznotki. One, z wysoko podniesioną głową, przeszły przez pokój kręcąc biodrami. -Spektakularne wejście – zaśmiała się Jenny gdy koleżanki już dotarły. Cathy zajęła miejsce obok Blaisa a Liz nie widząc nigdzie wolnego usiadła na kolanach swojego chłopaka. -Ślicznie wyglądasz – wymruczał jej do ucha Matt. -Dzięki – odpowiedziała i pocałowała go delikatnie. Catherine wypiła drinka podanego przez Blaisa i wstała. -Chodźcie dziewczyny! - zawołała i poszła na parkiet. Jenny, Amy, Liz i Brooke, która niedawno do nich dołączyła, poszły za koleżanką. -Nie uważacie, że takie ruchy powinny być zakazane? - zapytał się Theodore Nott, odpinając guzik koszuli. Nagle zrobiło mu się duszno. -O tak – stwierdził Luke, obserwując Malfoyównę. -Dołączmy do nich – zdecydował Draco wstając. Theo, Blaise, Matt i Luke ruszyli za nim na parkiet.
Zabawa trwałą w najlepsze. Większość już się wykruszyła z powodu nadmiaru alkoholu. Panna Riddle właśnie tańczyła z Nottem, gdy feniks na jej szyi zaczął wibrować. Chwilę później bransoletka na ręce zapiekła. Wychwyciła wzrokiem tańczących nieopodal Liz i Blaisa. Oboje byli równie zaskoczeni. Snape'ówna pokazała ruchem głowy wyjście. -Wybacz Theo – zwróciła się do chłopaka – Muszę skorzystać z toalety. Nie czekając na odpowiedź wmieszała się w bawiących się nastolatków. Przy wyjściu spotkała przyjaciół. Przeszli na korytarz, gdzie Zabini zdjął zawieszkę. -Gabinet Dumbledore'a – przeczytał. -Z adnotacją „pilne” - stwierdziła czarnooka patrząc na bransoletkę. Dwoje Ślizgonów i Krukona rzucili się biegiem we wskazane miejsce, dziewczyny po drodze zdjęły szpilki, co ułatwiło sprint. Pod chimerę dotarli zdyszani. Zastali tam Harry'ego i Rona, którzy wytrzeszczyli oczy na ich ubiór. -Na co czekacie? - zapytał Cathy, wkładając buty. -Dumbledore nie podał hasła – wyjaśnił Wybraniec – Wysłaliśmy mu wiadomość – podniósł rękę z bransoletką. Po chwili kamienny posąg odsunął się i ukazała się wysoka sylwetka Snape'a, który miał na sobie szaty śmierciożercy. -Elizabeth, jak ty wyglądasz? - wysyczał na widok ubioru córki. -Tato, nie było czasu, żeby się przebrać – wyznała ze skruchą dziewczyna. Severus zazgrzytał zębami i wyciągnął trzy fiolki z kieszeni. -Pijcie i wchodzić! - warknął. Ślizgoni i Krukonka spojrzeli podejrzanie na płyn, ale pod spojrzeniem Mistrza Eliksirów zmusili się do wypicia. Okazało się, że był to eliksir trzeźwiący. Zaskoczeni wyminęli profesora i weszli. Pomieszczenie było już pełne. Najpierw wszedł Blaise a zaraz za nim dziewczyny. Minerwa McGonagall, aż zapowietrzyła się z oburzenia na ich widok. -Nie czas teraz na to Minerwo – powiedział Albus, gdy zobaczył że profesorka otwiera usta – Slitherin otrzymał pozwolenie od swojego Opiekuna na świętowanie. - zwrócił się do młodzieży – Usiądźcie moi drodzy, czekaliśmy tylko na was. Młodzi zajęli ostatnie wolne miejsca i z wyczekiwaniem spojrzeli na Dumbledore'a. -O co chodzi Albusie? - odezwał się Moody, gdy staruszek w milczeniu gładził pióra feniksa. -Voldemort rozpoczął plany odnośnie bitwy ostatecznej – odezwał się dyrektor. W gabinecie zrobiło się jeszcze ciszej. -Severus właśnie wrócił z zebrania – kontynuował dyrektor – Na razie wiadome są tylko dwa fakty. To, że bitwa będzie tutaj i to, że będzie na wiosnę. Nie wiemy kiedy a i kiedy zacznie konstruować konkretne plany. -Co planujesz Albusie? - zapytała McGonagall. -Trzeba być przygotowanym na każdą ewentualność – odezwał się staruszek – Musimy zaplanować ewakuację uczniów w razie alarmu. Hagridzie – zwrócił się do półolbrzyma – Będę musiał ponownie prosić się o udanie się do olbrzymów. Gajowy przełknął ślinę. -Oczywiście panie psorze – wyjąkał. -Osobiście napiszę, jeszcze dziś, do Madam Maxime – dyrektor pogładził swoja długą brodę – Harry wznowisz zajęcia Gwardii – czarnowłosy kiwnął głową – Postaram się znaleźć kogoś, kto mógłby pomóc wam się odpowiednio przygotować – Hermiono, Blaise, Elizabeth – zwrócił się do trójki imprezowiczów – Stworzycie siatkę szpiegowską w waszych Domach, musimy wiedzieć komu możemy ufać. Severusie – skierował swój wzrok na postać w czerni – Kto z obecnych tu uczniów, bądź byłych uczniów, jest na tyle kompetentny by ważyć eliksiry dla zakonu? -Riddle, Zabini, Snape, Patil – wskazał na dwóch Ślizgonów i dwie Kurukonki – I ewentualnie dwa klony – wskazał niechętnie na bliźniaków Weasley. -Bardzo dobrze – Albus kiwnął głową – Padmo, George, Fred, będziecie ważyć te eliksiry, które wam polecę. Poźniej dołączą do was pan Zabini, panna Snape i panna Riddle. Alastorze – zwrócił się do starego Aurora – W chwili gdy będziemy znać wstępny plan bitwy razem z panem Weasleyem – wskazał na Ronalda – zajmiesz się strategią. Trzeba pozyskać jak najwięcej sprzymierzeńców – mruknął jakby do siebie – Severusie wiadomo coś jeszcze? -W przyszłym tygodniu będzie atak na jedną z pomniejszych mugolskich wiosek. Zostanie na nich wysłane 20 śmierciożerców drugiego kręgu*.
Planowali przebieg przyszłotygodniowego kontrataku jeszcze co najmniej godzinę, zanim Dumbledore ich wypuścił. Dwóch Ślizgonów i Krukonka wracali z powrotem do Lochów. Niedaleko przejścia, w zaciemnionej niszy brązowooka kogoś zauważyła. Domyślała się kim może być intruz. -Wejdźcie – zwróciła się do nich – Muszę iść na moment do swojej komnaty, dołączę do was za chwilę. Przyjaciele chociaż zdziwieni prośbą, nie kwestionowali jej. Zostawili czarownicę samą na korytarzu a ona udałą się do swojego pokoju. Wymruczałą cicho hasło i weszła, zostawiając przejście otwarte. Usiadła na kanapie i czekała. Blondyn zjawił się chwilę później. -Możesz mi wytłumaczyć co robiłaś na korytarzu z Zabinim i panną Sanpe? - prawie wywarczał. -Nie – odpowiedziała. -Nie? - zapytał mężczyzna przerażająco chłodnym głosem – A może chciałabyś mi wytłumaczyć ten pocałunek w wielkiej sali albo uścisk na boisku Quidditcha? -To jest tylko przyjaciel – żachnęła się dziewczyna. -Przyjaciel? Podejrzewam, że dla Zabiniego znaczysz więcej. -To źle podejrzewasz – wywarczała czarnowłosa i wstała – O co ci w ogóle chodzi?! -O co mi chodzi?! O to, że obściskujesz się z innym! Sama ustalałaś zasady a teraz je łamiesz! -Ty również całkowicie się do nich nie stosujesz! Całujesz Narcyzę za każdym razem gdy ją widzisz! Na dzień dobry! Do widzenia! I przed każdym posiłkiem! Co chwilę tulisz do siebie! -To jest moja żona! - wykrzyczał już rozeźlony – Muszę to robić! -Musisz?- wyszeptała – To ja mogę to samo robić z Blaisem. Jestem zaborcza i się nie dzielę, powinieneś to wiedzieć – to powiedziawszy odwróciła się i zaczęła iść w stronę wyjścia. -Catherine! Jeszcze z tobą nie skończyłem! - wydarł się za nią. -Ale ja skończyłam – odkrzyknęła i wyszła trzaskając drzwiami. Mężczyzna opadł z westchnieniem na kanapę. Spojrzał na zegarek – 23:35 – postanowił, że zaczeka tu do jej powrotu.
Przeszła przez tańczących szukając znajomych. Chwilę później ich znalazła. Blaise, Matt, Theodore, Draco i Liz siedzieli na dwóch kanapach, nigdzie nie widziała pozostałych. Dziewczyna wcisnęła się pomiędzy Notta a Diabła. Wyciągnęła z ust Theo papierosa i zaciągnęła się głęboko. Całą piątka spojrzała na nią ze zdziwieniem. -No co? - zapytała wypuszczając dym. -Nic – Draco wzruszył ramionami. -Jak nic to mi nalej – blondyn napełnił jej szklankę, którą wypiła jednym haustem. Podstawiła Ślizgonowi szklankę, po więcej i oparła głowę na ramieniu Blaisa. -Co ci? - zagadnął ją cicho, przez głośną muzykę pozostali nie słyszeli. -Lucjusz – mruknęła dziewczyna i wychyliła kolejną porcję ognistej – Chodź ze mną– wstała i poszła na parkiet, kusząco kręcąc tyłkiem. Zabini opróżnił do końca swój kieliszek i ruszył za nią. Cathy przybliżyła się i zawiesiła mu ręce na szyi. Blaise położył jej dłonie na biodrach i razem zaczęli się poruszać w rytm muzyki. W czasie następnej piosenki czarnowłosa odwróciła się do niego tyłem i przyciskając pośladki do jego krocza zaczęła tańczyć. Diabeł nie mógł sobie pozwolić na podniecenie przy przyjaciółce, więc okręcił ją na powrót do siebie i kontynuowali taniec. Gdy się zmęczyli dołączyli do pozostałych. Do towarzystwa w międzyczasie dołączyły Amy i Brooke. -Wyglądaliście cholernie erotycznie – powiedziała Liz gdy usiedli. Panna Riddle zaśmiała się i wypiła kolejnego drinka.
Wkrótce ich ósemka została jako jedyni w Pokoju Wspólnym. -Która tak właściwie jest godzina? - wybełkotał Matt. -Dokładnie 3:23 panie Silver – w drzwiach stanął Severus Snape – Najwyższy czas udać się do łóżek. Za dziesięć minut ma tu was nie być i uwierzcie będę wiedział gdy nie posłuchacie – obrzucił salon wzrokiem i wyszedł, powiewając peleryną. -To jak śpimy? - odezwała się Liz. -Ty możesz spać ze mną – odezwała się Cathy wstając – Dla Matta znajdzie się miejsce u mnie na kanapie a Brooke może zająć łóżko Jenny. -Dlaczego Jenny? - odezwał się Draco marszcząc brwi. -Wierzysz w to, że twoja siostra śpi grzecznie w swoim łóżku, zamiast u Luke'a? - ironicznie uniosła brew. Malfoy zazgrzytał zębami i podniósł się. Razem z Blaisem ruszyli do swojego dormitorium a zaraz za nimi Nott. Amy pożegnała się ze wszystkimi i razem z Brooke zniknęły w ich sypialni. -Idziecie? - zapytała Riddle'ówna dwójki Krukonów. Oni skinęli głową i ruszyli razem z dziewczyną. Weszli do jej komnaty i stanęli jak wryci. Na kanapie spał Lucjusz Malfoy. -Możecie spać w moim łóżku – powiedziała zszokowana – Tylki błagam, nie zabrudźcie go. Snape'ówna zaśmiała się i pociągnęła chłopaka do drugiego pomieszczenia. Catherine powoli podeszła do blondyna. Usiadła się na brzegu kanapy i pogłaskała go delikatnie po włosach. -Lucjuszu – szepnęła i potrząsnęła lekko jego ramieniem. Mężczyzna mruknął coś i chciał się odwrócić na drugi bok. Pani Prefekt potrząsnęła raz jeszcze jego ramieniem, co tym razem poskutkowało. -Nie powinno cię tu być – powiedziała cicho. -Wiem – powiedział zachrypniętym od snu głosem – Ale nie wyjaśniliśmy do końca. Cathy, jestem o ciebie cholernie zazdrosny, więc staraj się zrozumieć moje zachowanie. Panna Riddle westchnęła i położyła się koło niego. -Wiesz dobrze, że nie mogę odizolować się całkowicie od Narcyzy – kontynuował – A tym bardziej nie mogę nagle przestać obdarowywać ją tymi okazjonalnymi pocałunkami, którymi obdarzam ją od dwudziestu lat małżeństwa. -Wiem... Przepraszam, że się uniosłam, ale naprawdę nie musisz widzieć zagrożenia w Blaisie. Arystokrata chciał coś powiedzieć, ale przerwała mu całując go lekko. -Myślę, że musisz już iść. -Tak, wiem... - wstał i pocałował ją raz jeszcze, tym razem dłużej – Wyglądasz cholernie seksownie – powiedział i wyszedł.
syska ~ nie bój się, to się może jeszcze zmienić:) mlodzia113 ~ przyznam się szczerze, że ostatnio przeczytałam te pierwsze rozdziały i też za bardzo mi się nie podobają. zamierzam je w wolnym czasie poprawić
Co myślicie o takim rozmiarze czcionki? Jest lepiej, czy ma być jak było?:) Pozdrawiam:)
wtorek, 21 lutego 2012, caathy.x1
Życzę miłego czytania;) Proszę o szczere komentarze i opinie;)
Caathy.x1 ;-)
Komentarze
2012/02/22 15:56:10
w koncu lucjusz ukazal troche bardziej ludzka twarz ;p
ciekawe co dziewczyny pomyslaly widzac go spiacego u hermiony na kanapie?? jestem ciekawa kiedy zacznie sie nauka miony zlecona przez ojca no i calego ataku na wioske ;p pozdrawiam serdecznie :) 2012/02/22 16:15:36
>D Przedtem było lepiej... Chyba trochę czcionka była większa, tak się domyślam przynajmniej. >D Czym mniejsza tym gorzej, [ przynajmniej dla mnie, nie wiem jak dla innych...] bo czasami lubię od początku wszystko czytać, a jak jest mała czcionka to oczy wypadają mi z orbit... xD [Że tak to nazwę. xd :D]
Co do rozdziału... Mi się coraz bardziej podoba. :D xd Tylko trochę współczuję Zabiniemu... Biedaczysko zakochało się w niej, a ona raz tak raz siak. xd Pewnie coś później wymyślisz, ja Ci nie chcę niszczyć planów. :D Hy hyh xd Strasznie mnie teraz ciekawi co wymyślisz dalej. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozdziały. Życzę weny, czasu i cierpliwości. :D ~~ mlodzia113 2012/02/23 07:17:24
Przepraszam, że dopiero teraz komentuje, ale tak jakoś wyszło... Mam nadziję, że wybaczasz ;P To się napradę może zmienić?! Iiiiiiiiip!!!! Jeju, jak fajnie, nawet nie wiesz, jaką mam ochotę teraz piszczeć! Ale imprezkę sobie urządzili, no no, a Cathy taka wyzywająca? No jak ona może? Wstyd. Biedna mała Hermionka nigdy by się tak nie ubrała :) Aż dziw :D A Lucek to strasznie zazdrosny, nio;/ Głupek, no bo co? Bo pocałowała Blaisa w policzek? Phi! Dziwny ten Malfoy... Ale za to bardzo lubię jak wkurza Cathy :p To takie śmieszne jak się kłócą XD Ciekawe co sobie pomyślały koleżanki Cathy jak weszły do jej pokoju... One go widziały, czy nie? Bo tak nie jestem pewna. No, to tyle chciałam powiedzieć :) Pozdrowionka i mam wielką nadzieję, że kolejny rozdział będzie równie szybko co ten! Weny ;***
2012/02/23 07:22:32
A czcionka... każda dobra, byle na twoim blogu :)
A pierwsze rozdziały, są przecież fajne! Czytałam twój blog już trzy razy, i za każdym razem podoba mi się bardziej. Nie musisz przecież nic poprawiać :) 2012/02/23 21:38:00
Lucjusz jest słodki z tą swoją zazdrością... Jedyne co mi teraz pozostaje to tylko wspułczuć Zabini'emu...
|
|
zwłaszcza podobało mi się to że nasz kochany Lu jest zazdrosny o Mione i dobrze
tak trzymaj